Autor:

2016-12-02, Aktualizacja: 2016-12-02 12:43

Cyrankiewicz - przywódca polskich konformistów

Numer dwa w kraju, zwierzę polityczne czy „opasły właściciel Polski Ludowej.” Piotr Lipiński w książce „Cyrankiewicz. Wieczny premier” przedstawia różne twarze człowieka, który ponad dwie dekady trwał na szczytach władzy w Polsce.

Józef Cyrankiewicz, działacz socjalistyczny i komunistyczny. Urodził się w 1911 roku w Tarnowie. Przed wojną studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Związał się z ruchem socjalistycznym i PPS (Polska Partia Socjalistyczna - przyp. red.). Podczas wojny był jednym z czołowych działaczy PPS WRN. Między 1942 a 1945 był więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych. Po wojnie wszedł do Rady Naczelnej PPS. Po sfałszowanych wyborach z 1947 roku stanął na czele komunistycznego rządu. W latach 1947-52 oraz 1956-70 był premierem. Pomiędzy tymi datami piastował stanowisko wicepremiera. Następnie, w roku 1970 przez dwa lata był przewodniczącym Rady Państwa. Trzykrotnie żonaty. Drugą żoną polityka, w latach 1947-68, była znana aktorka Nina Andrycz. Cyrankiewicz zmarł w styczniu 1989 roku. Niedługo później skończył się w Polsce komunizm.

Piotr Lipiński przez kilkanaście lat próbował rozgryźć fenomen Józefa Cyrankiewicza. Tak powstała książka „Cyrankiewicz. Wieczny premier”, w której autor próbuje rozwikłać zagadki polityka, który przez ponad dwie dekady był na szczytach władzy.

Szczerze mówiąc zdziwiłem się bardzo początkiem książki „Cyrankiewicz. Wieczny premier”. Po pierwszych stronach, trudno bohaterowi „spojrzeć w oczy.”

Piotr Lipiński: Ten początek jest wieloznaczny. Najpierw sugeruję, że został dokonany zamach na Cyrankiewicza. Dalej jest historia zarzutów, które mu postawiono w związku z Auschwitz. To jest po to, aby się zdystansować. Nie zawsze to, co czytamy, okazuje się prawdziwe. Wydaje nam się, że mieliśmy do czynienia z zamachem na Cyrankiewicza, a on potem wysługiwał się hitlerowcom. Okazuje się jednak, że nie było żadnego zamachu, tylko szkolny wybryk z czasów młodości. W nawias biorę też historię z Auschwitz.

Wiele tych historii, jak czytamy w pewnym momencie książki, może być nieprawdziwych. Sam Cyrankiewicz też jest różnie postrzegany. Co więcej, różnice były nawet, jeśli chodziło o podstawowe informacje.

Pisząc o historii mam przekonanie, że nigdy nie daje się dojść do całkowitej prawdy. Zawsze staram się stosować cudzysłów, żeby zaznaczyć, że mam dystans do tych wydarzeń. To wszystko odbywa się zresztą w umysłach ludzi, chociażby motywacje powojenne Cyrankiewicza. Staram się to wszystko odtworzyć, ale nie wiem, czy mam rację. Trudno jest przedstawić nawet wygląd człowieka.
Cyrankiewicz wydaje się nam „opasłym właścicielem Polski Ludowej”, jak napisał o nim Jan Nowak-Jeziorański, natomiast w 1947 roku, gdy wychodziła za niego za mąż aktorka Nina Andrycz, był porównywany do hollywoodzkiego aktora Yula Brynnera, zdobywcy Oscara.

To była zupełnie inna postać niż nam się teraz wydaje. Każdy mi co innego mówił na temat jego wzrostu. Jedni uważali, że był wysoki, inni że średni, jeszcze inni że niski. Tym trudniej jest odtworzyć to, jak Cyrankiewicz myślał w czasach PRL.



Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Z czym się ludziom kojarzył Cyrankiewicz?

Pierwsze skojarzenie to rok 1956, Poznań i „odrąbywanie ręki” (słynne przemówienie po wydarzeniach Czerwca 56. Premier mówił wtedy: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie” - przyp. red.). To niewątpliwie negatywne skojarzenie. Ale ludzie poniżej 50. roku życia mają wrażenie, że Cyrankiewicz jest taki jak Bierut, Gierek czy Gomułka. Co ciekawe, starszym Cyrankiewicz zawsze kojarzy się z jakąś anegdotką. Jeden z moich kolegów, parę lat ode mnie starszy, miał takie wspomnienie z 1971 roku. Był wtedy w szkole podstawowej, dyrektor kazał mu palić portrety Gomułki i Cyrankiewicza, bo oni wtedy odeszli od władzy.

Było też sporo pozytywnych opowieści.

Ludzie opowiadali, że Cyrankiewicz zabierał autostopowiczów, balował w knajpach. Odium tego 56. roku zostało zrównoważone przez jego barwność.

On wyróżniał się na tle tej peerelowskiej siermiężności. Zyskał pewnego rodzaju sympatię. Stefan Kisielewski mówił, że Józef Cyrankiewicz tak sprytnie wybrnął, że ani za stalinizm, ani za Czerwiec 56' nie był odpowiedzialny. Taki człowiek, że jak przyjdzie co do czego, to go nie powieszą.


Myśli Pan, że Cyrankiewicz jest takim człowiekiem, który nie trafił w swoje czasy? Że dzisiaj byłby wybitnym politykiem?

Mógłby nim być. To był wybitny polityk. Tak zresztą mówił o nim Jan Karski…
(oficer wojskowy, dyplomata, w czasie wojny kurier rządu na uchodźstwie, publikował raporty dotyczące zagłady i działalności obozów koncentracyjnych - przyp. red.)

… ale to też jest historia wzajemnych relacji między nimi.

Karski mi powiedział, że Cyrankiewicz to był najwybitniejszy polityk lat wojny. To było w 1999 roku. Nie wyobrażałem sobie, że będzie się na ten temat tak pozytywnie wypowiadał, tym bardziej, że Karski był na emigracji w PRL-u. On niesłychanie wysoko cenił przedwojenne i wojenne losy Cyrankiewicza. Uważał, że po wojnie wybrał źle. Akceptował ten wybór, ale niekoniecznie popierał.



Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

W normalnym, demokratycznym kraju Cyrankiewicz mógłby zrobić olbrzymią karierę. W gruncie rzeczy w PRL-u był przecież premierem przez ponad 20 lat. W demokratycznym kraju byłoby to niemożliwe. Chcielibyśmy jednak, żeby tej rangi polityk mógł się sprawdzić w innych warunkach. Inaczej byśmy go oceniali po latach. Na pewno trafił w złe czasy, ale też wybrał swoją ścieżkę.

Czy ten wybór po 1945 nie był czasem, jak twierdzi profesor Michał Śliwa, jakąś traumą po odsiadce w Auschwitz?

Możemy podzielić życie Cyrankiewicza na dwa etapy, przed Auschwitz i po. Pobyt w obozie jest czasem przemiany. Tam istniało podziemie obozowe. Cyrankiewicz związuje się nie tyle z socjalistami, co z komunistami. To dziwne, bo przed wojną nie miał on wśród tego towarzystwa znajomości politycznych. Prawdopodobnie uświadomił sobie, że przez Polskę w drodze na Berlin przejdzie Armia Czerwona. Oznaczało to, że jeżeli chce – a przypuszczam, że bardzo chciał – odgrywać w polityce ważną rolę, to będzie musiał iść na kompromis, współpracę z komunistami. Dalsze losy są konsekwencją tego wyboru.
Wydaje się, że po Auschwitz puściły mu pewne hamulce moralne. Tyle się tam wycierpiał, że stwierdził, żeby może sobie pożyć, a nie odwoływać się do jakichś zasad. Im dłużej brnął w PRL, tym bardziej odwracał się od przedwojennych ideałów socjalistycznych. W końcu w 1971 roku powiedział Rakowskiemu (dziennikarz i polityk czasów PRL, ostatni I sekretarz KC PZPR - przyp. red.) : „Uważaj, żebyś nie stał się tym, czym ja, czyli karykaturą Cyrankiewicza”. On wtedy prawdopodobnie zdawał sobie sprawę, że to była namiastka prawdziwej kariery politycznej.


Zastanawiam się, czy to nie była jego gra o życie. Tym bardziej patrząc na losy innych osób, które odgrywały tak znaczą rolę przed i w trakcie wojny.

Ta gra mogła się zacząć dopiero w 1948 roku. Wcześniej mógł wybrać emigrację (przyjechał przecież do Polski z zachodu) lub zająć się czymś innym. Mam wrażenie, że był jednak typowym zwierzęciem politycznym. Tym bardziej, że kilka dni po powrocie z wojny pojechał do Bieruta. Musiał mieć już wtedy wszystko poukładane w głowie.

Do 1948 roku tak daleko zaszedł, że nie mógł już się wycofać. Oznaczałoby to więzienie. Gdyby nie włączył się w nurt wchłonięcia PPS-u (Polska Partia Socjalistyczna - przyp. red.) przez PPR (Polska Partia Robotnicza - przyp. red.), znalazłby się albo na marginesie, albo w więzieniu razem z Pużakiem (Kazimierz Pużak był jednym z przywódców przedwojennego PPS-u, więzień polityczny po 1945 roku, dawniej współpracownik Cyrankiewicza - przyp. red.)


Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Cały czas podsłuchiwano jego rozmowy. W 1956 roku dostał dwa worki dokumentów na swój temat. Na każdego z ludzi władzy przygotowano materiały, które w pewnych okolicznościach mogłyby spowodować proces. Gdyby Stalin sobie wymyślił, że trzeba „posadzić” wszystkich socjalistów, to można byłoby to wykorzystać. W gruncie rzeczy każdy mógłby być aresztowany.

Mam wrażenie, że Cyrankiewicz przez te wszystkie lata nie został przez nikogo „rozegrany”. Trzymał się „stołka”.

Miał niesamowity instynkt polityczny, by ze wszystkich tych zwrotów wyjść obronną ręką. To niezwykłe, że człowiek który był premierem w czasach stalinizmu, został nim także po roku 1956. Wydaje się to niesamowite. Choć nominalnie nie był wcześniej drugim człowiekiem w państwie, bo nieformalnie rządził triumwirat Bierut, Berman, Minc. Cyrankiewicz będąc wtedy premierem, nie miał z całą pewnością wpływu na resorty siłowe i sądownictwo. Odegrał też kluczową rolę w przywróceniu Gomułki do władzy.

Poza tym w PZPR starano się, żeby nurt socjalistyczny był widoczny. Żeby podkreślić, że to nie było wchłonięcie (przyp. red. - socjalistycznego PPS przez komunistyczne PPR), a zjednoczenie. Dlatego ten nurt musiał mieć swojego przywódcę. To jednak nie do końca tłumaczy, dlaczego akurat Cyrankiewicz. Na pewno był on najwybitniejszym przywódcą, ale można było wylansować nowego. Co więcej, udało się mu przewodzić socjalistom aż do 1971 roku. Był wybitnym aktorem ostatniego aktu. Gdy doszło do sporów między Natolinem a Puławami (spór o władzę między frakcjami PZPR - przyp. red.), Cyrankiewicz długo nie wyrażał swojego stanowiska. Dopiero, gdy szala przeważała na którąś stronę, opowiadał się po tej stronie. Wyczuwał też nurt polityki.



Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Czy ceną za tak długie bycie w polityce nie było życie prywatne? Nina Andrycz pisała, że Cyrankiewicz stał się otyłym pijakiem.

Być może Cyrankiewicz zatracał się w hulaszczym trybie życia, by zapomnieć o obrzydlistwach, których się dopuszcza. Zapijał swoje rozterki.
Jednak w pewien sposób świadomie to wybierał. Po wojnie zależało mu, żeby sobie pożyć, niekoniecznie coś sensownego zrobić. Kiedyś reportaż na jego temat zatytułowałem: „Dać się pożreć, ale pożyć”. Jednak jego potrzeby polityczne były zaspokojone, bo był premierem.

Ale dlaczego nie spróbował na emigracji?

Chodziło o to, że był zwierzęciem politycznym. Mógł przecież zostać na emigracji, ale tamtejsze działanie było trochę zawracaniem sobie głowy. Zaprzedanie się komunistom powodowało, że miał wpływ na kraj. Zastanawiałem się, dlaczego tak się zaprzedał. Jego znajomi podejrzewali, że chce odegrać rolę Konrada Wallenroda. Nie można było mieć pretensji do Gomułki czy Bieruta, bo oni od początku byli komunistami. Cyrankiewicz był jednak socjalistą. To co zaczął robić po wojnie, wydawało się kompletnie niemożliwe. Człowiek, który odgrywał poważną rolę w Państwie Podziemnym, zrobił ogromny zwrot. Ludziom na emigracji wydawało się to niedorzeczne.

Cyrankiewicz nigdy jednak nie osiągnął szczytu. Nie próbował stać się Pierwszym Sekretarzem PZPR.

Świadomie założył, że będzie zawsze numerem co najwyżej dwa. To wynikało z jego realizmu politycznego. Zdawał sobie sprawę, że numerem jeden zawsze będzie przywódca partii komunistycznej. Takie były bowiem reguły całego tego bloku. Cyrankiewicz sobie chyba wymyślił, że szczytem jego możliwości jest numer dwa. Chociaż realnie miał taką władzę dużo krócej. Po wojnie Polską rządził triumwirat Bierut, Berman, Minc. W drugiej połowie lat 60. był Gomułka i długo, długo nic. Nie było wtedy żadnego numeru dwa.


Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

To jest niesamowite, że on się pogodził z rolą polityka, który nigdy nie osiągnął szczytu. Potrafił jednak czerpać z tego wiele korzyści. Być może dlatego, że sekretarze partii nie widzieli w nim zagrożenia. Jest to przykład samoograniczającego się polityka.

W pewnym momencie państwo potrzebowało Cyrankiewicza, żeby pokazać go na salonach.

Znakomicie nadawał się do reprezentowania Polski za granicą. Z Niną Andrycz tworzyli typową pierwszą parę. Przecież trudno w tej roli wyobrazić sobie Władysława Gomułkę z Zofią Gomułkową. To miało duże znaczenie dla Polaków, że na zachód wyjeżdża polityk, którego nie trzeba się wstydzić. Cyrankiewicz znał języki, potrafił się zachować i był doceniany, chociażby za kulturę.
W każdym kraju ludzie chcą, żeby przywódca – choćby był podły – w gruncie rzeczy był dobry. W przeciwieństwie do Gomułki, Cyrankiewicza nie wstydziła się inteligencja i ludzie kultury. Poza tym palił Gauloises (papierosy produkowane we Francji - przyp. red.) i jeździł zachodnimi samochodami.

Prowadził też tzw. „delikatesy Cyrankiewicza”, przekazując ludziom kultury przydziały i kartki. Z drugiej strony to powodowało, że kultura się rozwijała, a o nas mówiono, że to „najweselszy barak w obozie socjalistycznym”.

W odniesieniu do kultury można powiedzieć, że twórcy z tamtych lat musieli tworzyć. Nie mogli przecież na prawie pół wieku się zamknąć w piwnicy. Czy Cyrankiewicz nie jest symbolem tego, że żeby się realizować, trzeba było się ułożyć z systemem?

Przywódcą polskich konformistów jest Cyrankiewicz. Nie można wymagać od ludzi, którzy są z urodzenia artystami, żeby porzucili ten zawód, bo Polska jest komunistyczna. To nawet było dyskusyjne w czasach okupacji. Aktorzy bojkotowali Niemców i zostawali np. kelnerami. To wymagało przekreślenia swoich zdolności. Trudno sobie wyobrazić, żeby ludzie przez cały PRL tak się zachowywali. Wtedy nikt sobie nie wyobrażał, że Związek Radziecki upadnie. Do końca życia Cyrankiewicza było to prawie nie do pomyślenia.



Źródło: mat. pras.

Była taka anegdota, że Cyrankiewicz poszedł z Gomułką do teatru. Po spektaklu pyta go o wrażenia, a Pierwszy Sekretarz odpowiada: „a takie tam bajduły.” To było podejście całej masy działaczy PZPR do sztuki. Cyrankiewicz rozumiał to zupełnie inaczej. Był buforem między PZPR-em a artystami. To był przedwojenny inteligent, student prawa, z Krakowa. Najlepszy sort Polaków. Gomułka był wtedy robotnikiem. Oni cały czas żyli w różnych światach, byli przeciwieństwami. Gdy rozmawiałem o Cyrankiewiczu, każdy na zasadzie przeciwieństwa schodził z czasem na Gomułkę. To jest ciekawe, że mimo tak znacznych różnic oni ze sobą współpracowali. Można powiedzieć, że to duża zasługa Gomułki, który na premiera wziął sobie swoje przeciwieństwo.

Z tym, że puenta tego związku była dość przykra…

No tak, rozstali się jak stare małżeństwo po latach. Chociaż jak się poczyta ich listy do biura politycznego, okazuje się, że mówią to samo i mówią prawdę. Cyrankiewicz twierdzi, że pod koniec lat 60. nie przeciwstawiał się, widział, że to idzie w złą stronę, a właściwie już bał się Gomułki. A Gomułka twierdził, że to przedziwne, że premier może bać się Pierwszego Sekretarza. Prawdą było jednak to, że według niego Cyrankiewicz coraz mniej uczestniczył w rządzeniu państwem. Obaj w zdawałoby się przeciwstawnych głosach dość trafnie opisali rzeczywistość polityczną końca lat 60.

Rozmawiał Piotr Wróblewski, dziennikarz naszemiasto.pl


Na zdjęciu autor książki, Piotr Lipiński.
Fot. © Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta


Tytuł: Cyrankiewicz. Wieczny premier
Autor: Piotr Lipiński
Wydawnictwo: Czarne


Zdjęcie główne przedstawia Józefa Cyrankiewicza w połowie lat 80.
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Komentarze (7)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

łysabudka (gość)

Zadaj pytanie wprost do autora bloga. Nas (internautów) się pytasz? Mało to już epitetów w kierunku ... (i tu epitet historyczny by się zdał) już się posypało w naszej trudnej do zrozumienia historii? By jednym więcej, internet zaśmiecać? Pewnie kasa, chociaż i pożyteczne p. może wchodzić w grę. Ostatnio wręcz moda nastała na wybielanie pospolitych zbrodniarzy i robienie z nich przyzwoitek, a tak nie jest i długo w naszej kulturze nie będzie.. Byydle to byydle, drań to drań i niech każdy domorosły naśladowca będzie świadom, że rozliczenie nawet po śmierci przyjdzie i hańbę na pokolenia zostawi i zmiana nazwiska nic nie pomoże...

ewa (gość) (łysobudka)

Zgadza się. Zbrodniarz, który powinien być ukarany. Nie żyje i dlatego o nim się nie wspomina. Mógł ułaskawić BOHATERA RTM WITOLDA PILECKIEGO ale nie chciał.
Dlaczego Polak(?) wybiela tą kanalię?

tfuu (gość)

Po samym wyglądzie widać, że to kawał s... A co dopiero po innych opisach jego zbrodniczych wyczynów.

luna (gość)

Zwykły gangster zatrudniony na stanowisku kapo do nadzorowania własnego narodu. Osładzać taką postać to raczej rodzaj chorego publicystycznego masochizmu.

łysobudka (gość)

Wybielanie zwykłego zbrodniarza. Pilecki wiedział o jego agenturalnej przeszłości z obozu, dlatego musiał zginąć... Ilu musiało zginąć przez takową kanalię nie wiedząc nic, Bóg raczy wiedzieć. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Nie konformistów, tylko pewnego sortu konfidentów. O tym że kapował na gestapo i do nkwd każdy powinien wiedzieć.