Autor:

2017-03-01, Aktualizacja: 2017-03-21 12:18

Każdego z tych bohaterów chcemy zawołać po imieniu

Kto został pochowany na "Łączce" pod osłoną nocy? Jak przebiegają prace archeologiczne? Czy na Powązkach znajdują się szczątki rotmistrza Witolda Pileckiego? Anna Szeląg, zastępca dyrektora Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN, tłumaczy, w jaki sposób prowadzone są badania na jednym z najważniejszych grobów w kraju.

W latach 1944-1956 do więzień (w Warszawie był to przede wszystkim areszt na Rakowieckiej) trafiali żołnierze podziemia niepodległościowego. Tam byli męczeni, skazywani na śmierć. Jaka była skala zbrodni ówczesnej władzy?

Ciała ofiar z więzienia na Rakowieckiej od wiosny 1948 r. były potajemnie ukrywane na „Łączce”. Znana jest lista osób straconych na Rakowieckiej, która została opracowana przez prof. Szwagrzyka - i jest to dla nas punkt odniesienia. Trzeba pamiętać, że miejsc w Warszawie, w których tracono więźniów, było kilka. Mokotów to jedno z nich. Ofiary z Rakowieckiej pierwotnie wywożono na cmentarz na Służewie, przy parafii św. Katarzyny. Tam grzebano zwłoki w tajemnicy, pod osłoną nocy. Dzięki pracy ówczesnego proboszcza tamtej parafi mamy relacje, ślady tego, że pochówki się tam odbywały.

Trzeba dodać, że są to olbrzymie liczby.

Na „Łączce” pochowano ponad 300 ciał. Jednak nikt tak naprawdę nie ustalił całkowitej liczby osób, które zginęły w tamtych latach w wyniku działań władzy komunistycznej. To są ofiary, które były skazywane wyrokami, męczone w trakcie śledztw albo zginęły w walce. Nie wiemy, czy to było 50, czy 100 tys. osób. „Łączka” jest wyjątkowa, bo tam możemy określić liczbę skazanych. Na Służewie takiej listy nigdy nie będziemy mieli.



Autor: Instytut Pamięci Narodowej

Dlaczego na miejsce pochówku wybrano kwaterę „Ł” na Powązkach?

Wiosną 1948 roku szef więziennictwa wydał dokument, zgodnie z którym pochówki więźniów miały się odbywać w zalegalizowanych miejscach. Mieli je wskazać zarządcy cmentarzy. Od tego momentu tym miejscem stała się „Łączka”, czyli kwatera „Ł” i „ŁII” na warszawskich Powązkach Wojskowych. Badania, które zostały do tej pory przeprowadzone (historyczne i archeologiczne), wskazują, że rzeczywiście tak było. Więźniowie, których szczątki zostały tam odnalezione, zostali straceni począwszy od wiosny 1948 roku.

Rodziny ofiar przez wiele lat nie wiedziały, gdzie pochowani są ich bliscy. W czasach PRL nie podawano żadnej informacji. Zespół prof. Szwagrzyka do spraw ekshumacji na „Łączce” powstał w 2011 roku. Jaką drogę trzeba było przebyć, żeby ustalić gdzie trzeba zacząć szukać?

Profesor Szwagrzyk zaczął swoje badania już w 2003 roku we Wrocławiu. Pierwsze prace na „Łączce” zostały przeprowadzone w 2012 roku. Generalnie, droga do podjęcia działań archeologicznych jest długa. Prace ziemne to jest już końcowy etap badań historyków, którzy w wyniku analizy dokumentów są w stanie wskazać kto i gdzie mógł zostać pochowany. Miejsce pochówków było trzymane w ścisłej tajemnicy. To był sposób działania ówczesnej władzy, polegający na tym, że nie informowano rodzin o tym, że kogoś aresztowano czy wykonano wyrok śmierci. Czasami rodzinom udało się przekupić grabarza, żeby wskazał, gdzie pochowano więźnia - tak było z „Anodą” (Jan Rodowicz, porucznik AK - przyp. red.), ale to były wyjątki. Bezpieka uważała, że oni są właścicielami zwłok więźniów.

Tajne pochówki to jedno z obliczy ówczesnego terroru. Gdyby te miejsca były znane, rozpocząłby się kult pamięci osób, które dla wielu były bohaterami. Na to władza komunistyczna pozwolić sobie nie mogła.
Wracając do metodyki prac poszukiwawczych, należy dodać, że decyzja o podjęciu prac w danym miejscu to jest zawsze ryzyko. To weryfikacja dokonanych ustaleń, relacji. Nigdy nie mamy stuprocentowej pewności, że w danym miejscu odnajdziemy szczątki.


Autor: Instytut Pamięci Narodowej

Z „Łączką” było tak, że tam od lat 90. przychodziły rodziny i zapalały znicze. W tajemnicy jedni drugim przekazywali informacje, że tam grzebano więźniów. Na początku lat 90. wybudowano pomnik, pod który kamień węgielny wmurował premier Tadeusz Mazowiecki. Było wiadomo, że tam są pochówki, ale nigdy nie sądzono, że będzie można dokonać identyfikacji. Dziś umożliwia to rozwój medycyny i badań genetycznych. Niestety, coraz więcej krewnych odchodzi. Wielu więźniów nie miało też rodzin. To są kwestie, na które nie mamy wpływu.

Wiele osób czeka na potwierdzenie tożsamości kolejnych ofiar, chociażby rotmistrza Witolda Pileckiego. Czy na „Łączce” są jego szczątki?

Wszystko na to wskazuje, choć relacje są różne. Badania sugerują jednak, że jest to „Łączka”. Będziemy mogli to być może stwierdzić po zakończeniu czwartego etapu poszukiwań, który rozpoczynamy wiosną tego roku. Prace będą trwały około dwóch miesięcy. Wtedy przebadamy pozostałą część kwatery „Ł” i „ŁII”, które zostały uwolnione ze współczesnych pochówków. Mamy otwarty teren do badania i liczymy, że uda nam się odnaleźć tych, na których najbardziej czekamy.

Trzeba pamiętać, że czekamy też na identyfikację już odnalezionych. Dla mnie ważną osobą jest m. in. Lech Karol Neyman (oficer Wojska Polskiego, działacz Narodowych Sił Zbrojnych - przyp. red.), który został stracony razem ze Stanisławem Kasznicą (ostatni komendant główny Narodowych Sił Zbrojnych - przyp. red.). Nie mamy wątpliwości, że odnaleźliśmy szczątki należące do Neymana, ale aby to ostatecznie potwierdzić, musimy uzyskać wyniki badań genetycznych. Należy też dodać, że mimo wielu przeprowadzonych do tej pory badań naukowych, dotyczących poszukiwań na „Łączce”, w dalszym ciągu pojawiają się nowe dokumenty, które otwierają kolejne możliwości. Mimo upływu lat oraz tego, że profesor Szwagrzyk przeanalizował chyba wszystkie dostępne dokumenty, nadal pojawiają się kolejne tropy.


Autor: Instytut Pamięci Narodowej

Żyje już kolejne pokolenie, które czeka, aż prawda o ich przodkach zostanie wyjaśniona. Jak wygląda kwestia rodzin ofiar?

Wiele rodzin przez te wszystkie lata, kiedy nie mogli nawet zapytać o swoich bliskich, nie mówiąc już o uzyskaniu informacji o tym, co się z nimi dzieje, zaprzestało poszukiwań. To jest dla mnie zrozumiałe. Oni się pogodzili z tym, że nigdy nie odnajdą swoich bliskich, ale to jest wynik funkcjonowania w tym systemie. Takich osób jest jednak niewiele. Zdecydowana większość szuka, próbuje, dowiaduje się. To niesamowite. Przychodzą do nas, pomagają, przekazują ciepłe słowa.

Wkrótce ostatni etap poszukiwań na Powązkach. Czy potem powstanie tam jakaś dodatkowa forma upamiętnienia tych ludzi?

To jest sprawa otwarta. Po zakończeniu prac będziemy mieli do dyspozycji całą kwaterę „Ł II” i część kwatery „Ł”, gdzie dziś stoi Panteon-Mauzoleum. Na pewno powstanie tam kolejna forma upamiętnienia. To bardzo ważne miejsce dla całej Polski. Nie może być to zrobione na szybko czy niezgodnie z oczekiwaniami społecznymi. To będzie panteon narodowy, miejsce pamięci bohaterów, elity antykomunistycznego podziemia. Panteon-Mauzoleum traktuję jako wstęp do nadania temu miejscu formy, która będzie upamiętniała bohaterstwo tych osób w sposób należyty.


Autor: Instytut Pamięci Narodowej

Miejscem, które będzie z tym korespondowało, jest Muzeum Żołnierzy Wyklętych, które powstaje na Mokotowie.

Jeszcze dwa lata temu nie sądziłam, że możliwe jest, by utworzono tam Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Teraz mamy już uwolniony teren, a dyrektor muzeum, Jacek Pawłowicz, bardzo prężnie gromadzi pamiątki po żołnierzach. Projekt rusza pełną parą i mam nadzieję, że zostaną podjęte działania, które pozwolą na upamiętnienie innych takich miejsc. Wiele z nich jest na Pradze, gdzie NKWD i UB zamęczało ludzi. Dziś nie są one jeszcze objęte należytą ochroną. Mam nadzieję, że to się zmieni.

Do działań poszukiwawczych idealnie pasuje hasło, które znajduje się na państwa portalu - „przywracamy tożsamość”.

Nie chodzi o to, żeby odnaleźć szczątki, podjąć je i pochować oraz napisać: „ofiary komunizmu”. Każdego z tych bohaterów chcemy zawołać po imieniu. To coś, co przyświeca naszym pracom. Każdy z nich ginąc miał imię i nazwisko. Jesteśmy im winni to, by przywrócić im tożsamość.


Rozmawiał Piotr Wróblewski, dziennikarz warszawa.naszemiasto.pl
Zdjęcie główne: Instytut Pamięci Narodowej

Komentarze (11)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

"sanitariuszka" Inka (gość)

znamy te nazwiska panie PiSmak -znamy ´: Bury ,Ogien , Lupaszko.....duda ich reklamuje

gość (gość)

Rzygać się chce tymi "bohaterami". Dzisiejsi wybielacze są niczym acze:-D wybielą każdy "prawy i sprawiedliwy" życiorys pospolitych nacjonalistów którzy też popełniali zbrodnie.

renia25 (gość)

Przy każdej zidentyfikowanej ofierze powinno umieszczać się fotografię bandyty, który mordu na naszych bohaterach dokonał z krótkim opisem ścieżki jego kariery w PRL. Rodziny ofiar powinny z powództwa cywilnego występować o odszkodowanie do beneficjentów zbrodniczego systemu narzuconego siłą i ich pachołków.

jedna i pół strony (gość) (dwie strony medalu)

Nie mieszaj sfingowanych propagandowych ub-ckich raportów wrzucanych do wujka google, przez resortowe dzieci. Metody działania się nie zmieniły. Kłamstwa i niedomówienia oparte na pogłoskach i anonimowych świadkach z tvn-u, nadal na tapecie. Smutne. Więcej wiedzy historycznej, mniej propagandy dobrze ci zrobi.

giga (gość)

Są ofiary sowietyzacji naszego kraju. Muszą być i ich kaci. Nauczmy się rozliczać z własną historią, która niestety nas nie rozpieszczała. Wystarczy już gloryfikacji zdrady i bolszewickiego koniunkturalizmu. Czas z tym wreszcie skończyć.