Autor: Sonia Tulczyńska

2017-02-03, Aktualizacja: 2017-02-03 12:45

Monika Mrozowska o słodyczach bez wyrzutów sumienia i miłosnych peelingach

Na wywiad Monika Mrozowska przyszła ze swoim najmłodszym synkiem, Józiem. Dzieci to jej najbardziej wiarygodni krytycy kulinarni, którzy bez owijania w bawełnę potrafią powiedzieć, czy to, co ugotowała jest dobre, czy nie. Dlatego wśród jej przepisów nie znajdziecie nudnych propozycji. Z autorką książki "Słodko, zdrowo, świątecznie" rozmawialiśmy m. in. o jadalnych peelingach dla zakochanych i zdrowych deserach. Prezentujemy też jej przepisy na bezę bez cukru i karmelizowane figi.

Monika Mrozowska to aktorka i propagatorka zdrowego odżywiania. Od wielu lat proponuje zdrowe i smaczne potrawy widzom różnych programów telewizyjnych. Autorka i współautorka książek kulinarnych, m. in. "Słodkie i zdrowe, czyli desery, które możesz jeść codziennie" (Wydawnictwo Zwierciadło). Wegetarianka. W jej najnowszej książce "Słodko, zdrowo, świątecznie" znajdziecie mnóstwo przepisów na zdrowe desery. Autorka podzieliła je na dania związane z konkretnym świętem - walentynkami, Bożym Narodzeniem, Wielkanocą, halloween czy urodzinami. W tych przepisach próżno szukać niezdrowych składników.

W swojej najnowszej książce piszesz o tym, że tworzyłaś ją na wsi. W rodzinnym gronie, w klimatycznym domku. Czy taka sielankowa atmosfera sprzyja gotowaniu? Wychodzi mniej zakalców?

(śmiech) Niewypały i zakalce również się pojawiają, ale masz rację, że w takich okolicznościach faktycznie gotowanie przebiega zupełnie inaczej. Głęboko wierzę w to, że jeśli gotujemy w dobrym nastroju, to i jedzenie wychodzi lepsze. I nie mam tu na myśli tylko wypieków. Tutaj, na wsi, warunki były bardzo sprzyjające. Ciasto drożdżowe rosło jak szalone! Zaglądałam do piekarnika i widziałam, jak pięknie się przyrumienia biszkopt. To fakt, że na pewno to miejsce sprzyja gotowaniu.


© Szymon Starnawski



Widzowie mogli Cię oglądać w programie „Agent”, pamiętamy Cię też z innych kreacji, np. z „Rodziny zastępczej”. Czy gotowanie to odskocznia od aktorstwa?

Tak naprawdę od dłuższego czasu to nie jest odskocznia, a jedno z moich głównych zajęć.

I wszystko robisz sama.

Faktycznie, przy tworzeniu książek kulinarnych mam ogromną frajdę z tego, że praktycznie wszystko od „a” do „z” mogę zrobić sama. Zdjęcia, przepisy i dopiski. Ale w momencie, kiedy brakowało mi jakichś składników, na przykład jajek, wysyłałam po nie moją młodszą córkę, Jagodę. Biegła do sąsiadki, która ma kury i tam kupowała jajka. Czasami pożyczałyśmy też różne sprzęty, bo okazało się, że w tym naszym domu na wsi nie wszystko jest.

Wspomniałaś o swojej córce. Faktycznie, masz w domu trójkę bardzo surowych krytyków kulinarnych...

Oni są bardzo bezpośredni! Z osobami dorosłymi jest tak, że smakuje im więcej rzeczy. Jako dorośli jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że słodycze mogą być bardzo wytrawne albo że tej czekolady gorzkiej jest więcej. Dzieci natomiast nie owijają w bawełnę i mówią jak jest. A dla mnie to bardzo dobra informacja zwrotna, bo zależało mi, żeby moje przepisy były naprawdę smaczne. Chciałabym, żeby ktoś, kto później będzie je odtwarzał, miał także przyjemność z degustacji tych słodkich rzeczy, a nie tylko z samego ich przyrządzania.

Dziś wiele osób chce być „fit” i jeść wyłącznie zdrowe rzeczy. Ty proponujesz zdrowe desery...

Starałam się, żeby te propozycje były jak najbardziej zdrowe. A przede wszystkim, żebyśmy mogli je jeść bez wyrzutów sumienia. To słodycze, ale tak naprawdę w wielu przypadkach odrębny posiłek. Jak na przykład desery w słoiczku, które można zabrać na drugie śniadanie do szkoły czy pracy. Wśród nich nasiona szałwii z nasionami chia i musem z mango – tu nie pojawia się w ogóle cukier, ale samo mango jest tak słodkie, że całość staje się apetycznym deserem.


© Szymon Starnawski



Ta słodycz jest, ale nie taka, jak w przypadku pączka kupionego w sklepie czy eklerka z cukierni. To inna słodycz, ale ona również jest nas w stanie zadowolić. I to bez wyrzutów sumienia. Mamy wytłumaczenie, że tak naprawdę zrobiliśmy sobie dobrze. Nieocenione są też właściwości mleka kokosowego czy świeżych owoców.

Nie proponujesz słodkich tortów ociekających tłustym kremem.

Jajka i masło występują w moich przepisach. Ale pojawia się cała masa receptur, w których masło zastępuję olejem kokosowym. On także jest tłusty, ale posiada mnóstwo dodatkowych wartości. Ma wiele witamin i do tego jeszcze właściwości antybakteryjne i antywirusowe, dzięki czemu naturalnie wzmacnia odporność naszego organizmu. Mało tego. Są badania, które dowodzą, że jeśli z naszej diety usunęlibyśmy wszystkie inne tłuszcze i spożywali wyłącznie tłuszcz kokosowy, to może mieć on wręcz właściwości odchudzające.

Słucham?

No tak. Wytłumaczę. Zawsze największa ilość niechcianego tłuszczu zbiera się nam wokół brzucha, a nie tam, gdzie byśmy chciały, czyli na pupie czy w okolicach biustu. A kokosowy tłuszcz pomaga nam spalić ten niechciany. To chyba najlepsza rekomendacja dla kobiet, które mają z tym problem – a sądzę, że większość kobiet taki problem ma, nawet te, które niechętnie się do tego przyznają. A tu możemy zjeść deser, który pomoże nam jeszcze w walce z niechcianym brzuszkiem.

Nie omieszkam przetestować. Ale zastanawia mnie jedno: czy takie zdrowe jedzenie, nie jest odpowiednio droższe? Mąka orkiszowa, nasiona chia, syrop klonowy...

Te produkty na pewno są droższe, ale to się zmienia. Kiedyś faktycznie mąka orkiszowa była o wiele droższa od pszennej, ale dziś ta różnica nie już jest taka szokująca. Jednak niektóre składniki na pewno pozostaną droższe. Jeśli cukier zamienimy na miód albo syrop z agawy czy klonowy, to na pewno finalnie będzie to kosztować więcej niż ciasto wykonane ze zwykłych składników. Natomiast pamiętajmy, że to zawsze wyjdzie taniej niż słodycze kupowane w sklepie. Cena za kilogram batonów, cukierków, czekoladek czy chipsów jest dwa razy większa niż cena za kilogramowe, zdrowe ciasto ze składników bardzo dobrej jakości. Poza tym producent ma obowiązek napisać nam skład na opakowaniu, ale nie musi już mówić, skąd te produkty są - czy są najwyżej jakości, czy takie, żeby produkcja się opłacała...

Porozmawiajmy o walentynkach, które się zbliżają. Proponujesz kilka przepisów dla zakochanych, a wśród nich peelingi do jedzenia. Brzmi intrygująco.

Peelingi to jedna z najprostszych rzeczy, jakie możemy sami przygotować i dać na przykład komuś w prezencie. A chyba nie ma piękniejszych prezentów od tych, które sami wykonujemy. Poza tym one są dwuznaczne. Jak zauważyłaś, starałam się w większości – poza peelingiem kawowym, który posiada fusy z kawy – pobudzić wyobraźnię osób, które spróbują takich peelingów. Bo skoro można je jeść, a jest to propozycja walentynkowa, to w sypialni może będzie je jeszcze można jakoś wykorzystać...

Użyłam do nich składników, które działają bardzo dobrze na ciało. Olej kokosowy ma świetne właściwości nawilżające, wspomaga i chroni naturalną barierę lipidową, miód także dobrze nawilża i ma właściwości bakteriobójcze. Użyłam też rzeczy, które złuszczą naskórek – dobrze pokruszonych orzechów albo migdałów. One też dostarczą cennych składników naszej skórze.


© Szymon Starnawski



Jak powinniśmy obchodzić się z takim miłosnym peelingiem?

Można go modyfikować, dodawać różnego rodzaju orzechy. Najlepiej przyrządzać go w małej ilości i przechowywać w lodówce. Prostą metodą na zachowanie świeżości peelingu jest wylanie na samą górę po każdym użyciu np. oleju kokosowego. Zabezpieczy to produkt i nie dopuści do utleniania się składników. Tak naprawdę to peeling, ale ma postać delikatnego kremu, więc jeśli ktoś będzie bardzo głodny, może nim po prostu posmarować kanapkę. (śmiech)

Z jakich jeszcze produktów powinniśmy korzystać podczas miłosnego święta?

Najprostszym afrodyzjakiem będzie czekolada. Jeśli nikt z pary się nie odchudza – to może ją jeść. Czekolada bardzo korzystnie wpływa na skórę i pięknie pachnie. To zabawa dla wszystkich zmysłów – smaku, węchu, wzroku. Możemy naprawdę dopieścić siebie nawzajem na różnych poziomach.


Twoim zdaniem przez żołądek naprawdę można trafić do czyjegoś serca albo dobrym jedzeniem np. załagodzić kłótnię?

Nie wiem, czy pyszne jedzenie jest w stanie załagodzić kłótnię, ale uważam, że jeśli w gotowanie wkładamy całe serce, to te emocje udzielają się osobom, które później jedzą nasz posiłek. Im więcej serca włożymy w przygotowanie nie tylko walentynkowej kolacji, ale też np. kanapek dla naszych dzieci do szkoły, tym one lepiej będą smakować.

Przypomniałaś mi pewną historię... W dzieciństwie mama zostawiała mi liściki w czekoladzie i pisała, że taką czekoladę jadła kiedyś moja prababcia...

Ja tak nie robię, ale bardzo mnie zainspirowałaś do tego, żeby dodać takim zwykłym czynnościom trochę magii.

Ale Ty tak właśnie robisz. Nazwy Twoich potraw – na przykład „Tango z mango” albo „Ciasto Alladyna”- są tak magiczne, że niejedno dziecko na pewno da się namówić, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że je coś zdrowego.

Na pewno dzięki tym nazwom jest większe zainteresowanie i ciekawość oraz prawdopodobieństwo, że dziecko będzie chciało czegoś takiego spróbować. To dotyczy nie tylko deseru, ale właściwie każdego przepisu czy posiłku. Zupełnie inaczej brzmi danie pod tytułem „dzisiaj ugotowałam ryż z warzywami”, a inaczej „dzisiaj jest pyszne risotto z olejem z truflami”. To mogą być dokładnie te same składniki, ale w momencie, kiedy staram się je inaczej nazwać, dodając nuty tajemniczości, pojawia się reakcja, że „mama przygotowała coś naprawdę ekstra”. Na zwykły ryż z warzywami odpowiedź jest zazwyczaj: „bleee, to pewnie będzie okropne”.

Kto powinien sięgnąć po „Słodko, zdrowo, świątecznie”?

Kiedy przygotowywałam tę książkę, myślałam o wspólnym, rodzinnym posiłku. Chciałam odczarować słodycze, żeby nie były dłużej nagrodą albo żebyśmy nie karali dzieci na zasadzie - „jak nie zjesz obiadu, to nie dostaniesz ciasta”. Chciałam pokazać, że to może być bardzo przyjemny posiłek. I że przygotowywanie słodkiego deseru może być fajnym pretekstem do zabawy z dziećmi.


© Szymon Starnawski



Podczas pracy nad książką, dzieci bardzo mi pomagały, i to nie tylko przy degustowaniu. To było wartością dodaną. W końcu miałam pretekst do tego, żeby słodkie rzeczy przygotowywać razem z dziećmi, nie wydzielać im tego po kawałeczku na zasadzie - „dobrze, możesz zjeść, ale tylko jedną kostkę czekolady” albo „możesz zjeść, ale tylko jednego cukierka”. Cieszyłam się wręcz, że one jedzą słodycze. Wyjmowałam z piekarnika ciasto z malinami i wiedziałam, że tam są same zdrowe składniki, jak mąka orkiszowa (która podobno ma działanie rozweselające, chociaż nam akurat na wsi śmiechu nie brakowało). Stawiałam blachę z ciastem, przychodziłam za dziesięć minut, a tego ciasta już nie było. I nie musiałam stać nad nimi jak kwoka, krzycząc: „Boże! Zjadłyście tyle niezdrowych rzeczy”, bo wiem, z czego składała się ta słodkość i pewnie nigdy w życiu tylu orkiszu by nie zjadły. Oprócz tego wiedziałam, że pochłonęły sporą dawkę miodu, oleju kokosowego, plus co najmniej trzysta gramów malin. Miałam poczucie, że naprawdę robię „dobrą robotę”, a dzieciaki mają przy tym mnóstwo radości. No i wakacje stały się dzięki temu jeszcze fajniejsze.

W końcu dzieci mogły stać się pełnoetatowymi krytykami kulinarnymi, rzadko kto ma taką okazję.

Dokładnie.

A gdzie Monika Mrozowska robi zakupy i co ma swojej lodówce? Domyślam się, że mnóstwo rzeczy...

(śmiech) W okresie wiosenno-letnim korzystam z bazarków, ale mam bardzo dobrze zaopatrzony mały osiedlowy sklep, dosłownie pod blokiem. Korzystam też z supermarketów, ale wtedy, kiedy konkretnie wiem, czego potrzebuję w dużych ilościach. Od dłuższego czasu staram się robić jak najmniejsze zakupy i kupować tylko to, co jest mi potrzebne. Dlatego się zaśmiałam, jak powiedziałaś, że moja lodówka jest na pewno wypełniona po brzegi. Nie mam w niej wielu rzeczy. Wiem, że zmienia mi się smak na różne produkty, a moim dzieciom to już w ogóle. Co chwilę mają ochotę na coś innego, a ja nie znoszę marnować i wyrzucać jedzenia. I staram się gotować małe ilości, co bardzo przyspiesza pracę.

Są osoby, które mówią, że nie gotują w domu, bo nie mają czasu. Kochani! Ugotowanie makaronu na domowy obiad, czyli na 5-6 porcji, to nie jest strasznie pracochłonne zajęcie. Jeszcze biorąc pod uwagę liczbę urządzeń, które są dziś w stanie przyspieszyć nam chociażby krojenie warzyw albo mieszanie niektórych składników.


Staram się robić zakupy przemyślane. Wychodzę z domu z listą albo dokładnie pamiętam, co będę chciała przygotować na obiad. Najgorsze, co możemy zrobić, to kupić składniki z promocji. Co z tego, że wcale nie mamy ochoty na takie produkty albo nie wiemy, co z nich zrobić. Wiem, że wiele osób tak robi. Kupuje, bo coś jest tanie albo można kupić wiele sztuk od razu – co z tego, że później wyrzucimy to do śmieci.

Poza tym należy kupować produkty jak najmniej przetworzone – one automatycznie będą tańsze od tych gotowych. Jeżeli kupuję paczkę kaszy jaglanej, ryżu brązowego, do tego dwa pomidory, paprykę, ogórka, tofu, śmietanę, czyli bardzo proste produkty – to zawsze taki obiad będzie tańszy od tego gotowego. Oczywiście – można zjeść gotowy obiad, który będzie bardzo tani, ale nie radziłabym. Nie wiem nawet, czy on ma jakiekolwiek wartości odżywcze. Jedzenie jest dla mnie najlepszą możliwością, żeby przeciwdziałać chorobom. Sami nie zdajemy sobie sprawy, ile pieniędzy wydajemy na lekarzy i leki, a jak bardzo moglibyśmy zadbać o siebie, rozsądnie komponując nasze menu. Być może wtedy moglibyśmy ograniczyć liczbę wizyt u lekarza.



Czyli nie masz takich kilku, ulubionych produktów, które zawsze są w Twojej lodówce?

Są składniki, które na sto procent muszą być w mojej kuchni, żebym mogła coś na szybko przygotować. Należą do nich: dobrej jakości makarony orkiszowe, kasza jaglana, ryż brązowy, basmati, jaśminowy, cukier trzcinowy i miód. Zawsze mam w zamrażarce mrożone maliny albo wiśnie, aby móc na szybko zrobić deser. Ale naprawdę jest to ograniczona lista. Staram się nie gromadzić, nie kumulować, bo mamy tak łatwy dostęp do tych wszystkich produktów, że nie trzeba tego robić. Mając świadomość, ile osób głoduje na świecie i ile dzieci nie dojada, to naprawdę za każdym razem, jak muszę cokolwiek wyrzucić do śmieci, mam potworne wyrzuty sumienia. Wiem, że cała masa osób dużo by dała za taką wylaną miskę zupy. Pamiętajmy o tym.

Rozmawiała Sonia Tulczyńska, dziennikarka warszawa.naszemiasto.pl
Zdjęcie główne: Szymon Starnawski


© Szymon Starnawski



Przepisy Moniki:
Karmelizowane Figi

400 g jogurtu greckiego
100 ml soku pomarańczowego
50 g masła
6 świeżych fig
3 łyżeczki miodu

Masło rozpuszczamy na patelni. Dodajemy miód 
i dorzucamy przekrojone na pół figi. Dolewamy sok pomarańczowy. 
Dusimy ok. 5 minut, mieszając od czasu do czasu, aż wszystkie 
smaki się połączą. Do miseczek nakładamy jogurt, a na wierzch 
jeszcze ciepłe figi z syropem miodowo-pomarańczowym.
6 porcji
209 kcal / porcja
deser bezglutenowy, bezcukrowy, 
bez jajek 

Figi to jeden z afrodyzjaków. Ale ten deser warto przygotować 
nie tylko w walentynki i nie tylko po romantycznej kolacji.

Peeling kawowy 
nie do jedzenia!    
(słoik ok. 150 g)  
50 g fusów z kawy. 50 g cukru trzcinowego
. 50 g oleju kokosowego. Ziarenka z 1/2 laski wanilii
Wszystkie składniki bardzo dokładnie mieszamy. Ten peeling nie nadaje się 
do jedzenia i najlepiej nakładać go bezpośrednio pod prysznicem lub w wannie. Dzięki wanilii i kawie obłędnie pachnie.

Ma działanie pobudzające, delikatnie złuszczające i ujędrniające. 
To w 100% naturalny środek do walki z… cellulitem.

Peeling czekoladowy
nadający się do jedzenia!    
porcja ok. 200 g, 1234 kcal, deser bezglutenowy, 
bezmleczny, bez jajek 


50 g cukru trzcinowego. 50 g gorzkiej czekolady
. 50 g orzechów laskowych. 50 g oleju kokosowego
Czekoladę rozpuszczamy razem z olejem kokosowym w kąpieli 
wodnej, a następnie mieszamy ze zmielonymi orzechami laskowymi 
i cukrem trzcinowym. Przelewamy do czystego słoiczka.

Beza na zdrowie

75 g stewii
1 łyżeczka octu
1 łyżeczka mąki kukurydzianej

Do przybrania:
150 ml śmietanki 30%
100 g borówek
1 świeża figa
1 łyżeczka stewii

Białka ubijamy mikserem na sztywno. Dodajemy stewię i dalej ubijamy 
ok. 5 minut. Wsypujemy mąkę kukurydzianą, dolewamy ocet i delikatnie 
(łyżką, nie mikserem!) mieszamy z ubitymi białkami. Nakładamy na papier 
do pieczenia, starając się uzyskać okrągły kształt. Pieczemy w temperaturze 
140°C góra/dół przez 30 minut, a następnie wyciągamy do wystudzenia 
(przed wystudzeniem beza będzie miękka, po wystudzeniu będzie miała 
kruchą skorupkę). Delikatnie odrywamy od papieru i przenosimy na talerz. 
Śmietankę ubijamy na sztywno ze stewią. Możemy częścią ubitej śmietany wypełnić miękki środek bezy, możemy też nałożyć całość na wierzch. 
Na bitą śmietanę nakładamy borówki i pokrojoną figę.

8 porcji 
120 kcal / porcja 
deser bezglutenowy, bezcukrowy 

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Czytelniczka (gość)

Pani Moniko, a nie napisała Pani, że olej kokosowy jest zdrowy tylko nierafinowany, bo ten drugi nie dość, że nie posiada żadnych wartości odżywczych, to jest wręcz szkodliwy. No więc jak?