Autor: Cyprian Łakomy

2016-10-06, Aktualizacja: 2016-10-09 16:45 źródło: Naszemiasto.pl

New Model Army: Żyjemy w nowym średniowieczu

Justin Sullivan, lider zespołu New Model Army, nie chce żerować na sentymentach swoich fanów. Przed koncertami w Polsce rozmawialiśmy z nim o nowej płycie zespołu, Wielkiej Brytanii po Brexicie i o tym, jakie podejście powinno cechować muzycznego rebelianta.

New Model Army to kultowy zespół, który powstał w 1980 roku w Bradford. Autorzy takich utworów, jak "Vagabonds" czy "Small Town England", sprzedali już ponad półtora miliona egzemplarzy płyt. O tym, w jakiej formie są Brytyjczycy, będzie można się przekonać na sześciu koncertach New Model Army:
w Poznaniu (8.10, U Bazyla), Warszawie (11.10, Proxima), Gdyni (12.10, Klub Ucho), Białymstoku (13.10, Klub Gwint), Katowicach (15.10, Mega Club) i we Wrocławiu (16.10, Stary Klasztor).

Słucham „Winter” i słyszę niepewność, rozczarowanie, a czasem strach. To z powodu tego, co obecnie dzieje się na świecie?

Emocje, o których mówisz to wypadkowa tego, co rzeczywiście dzieje się na świecie, jak i w życiu każdego z nas. Nie opracowywaliśmy jednak żadnej agendy. Piszę o tym, co akurat uważam za istotne. Agenda pojawiła się za to w pewnym stopniu na płaszczyźnie muzyki. Tym razem chcieliśmy zrobić coś, co będzie poniekąd przeciwieństwem „Between Dog and Wolf” (poprzedni album studyjny New Model Army z 2013 r. - przyp. red.). Tamten krążek tworzyliśmy z zamysłem, by brzmiał potężnie i był niczym dźwiękowa uczta. Dlatego m. in. zleciliśmy miks Joe Barresiemu (m.in. zespół Tool - przyp. red.) i specjalnie w tym celu pojechaliśmy do Stanów Zjednoczonych. Sytuacja powtórzyła się przy kolejnym wydawnictwie „Between Wine and Blood”. Kiedy jednak zaczynaliśmy pisać nowe numery, stwierdziliśmy, że zrobimy kompletnie na odwrót. Chcieliśmy zabrzmieć jak zespół upchnięty razem w ciasnym pomieszczeniu. A wtedy jest bardzo głośno i emocje wprost kipią.


© Trust A Fox



Była jakaś konkretna rzecz, która doprowadziła do ich wybuchu?

Nie bez wpływu na nie było to, co aktualnie dzieje się w naszych związkach, ale jak sam zauważyłeś - nie sposób też uciec od tego, co dzieje się na świecie.

Nowe piosenki to zatem próba zmierzenia się z tym wszystkim, czy raczej ucieczki?

To niezłe pytanie i nie jestem pewien, czy znam na nie odpowiedź. Pisanie piosenek to coś, co porównałbym do oddychania. Staram się tego nie analizować. Jeśli sprawia ci przyjemność robienie czegoś dobrze, to nie ma znaczenia czy jesteś piosenkarzem, stolarzem czy dziennikarzem - po prostu robisz to, z czego czerpiesz satysfakcję. Nie da się jednak zaprzeczyć, że na świecie dzieje się dużo niedobrych rzeczy, które z kolei służą nam za twórczy nawóz. W numerze tytułowym padają słowa „I fear the age of consequence” i rzeczywiście mam nieodparte wrażenie, że wkraczamy w erę, w której każdemu z nas przyjdzie ponieść konsekwencje naszych wyborów.

New Model Army - Winter [WIDEO]



Jak czujesz się w rzeczywistości po Brexicie? Zauważyłeś jakieś istotne zmiany w swoim najbliższym otoczeniu?

Nic znaczącego jeszcze nie nastąpiło. Jestem jednak przekonany, że w ciągu najbliższych lat wszelkiej maści prawnicy i korporacyjni doradcy znacznie się wzbogacą, a my będziemy płacić za ich dziwne operacje. To jedna, najbardziej pewna strona medalu. Druga jest jednak taka, że pomimo iż sam nie chciałem, aby Wielka Brytania wychodziła z Unii Europejskiej, pewne rzeczy po prostu musiały się zmienić. To, że zmiana poszła w złą stronę, to inna sprawa. Mieliśmy czas na refleksję po tym, jak w 2008 r. zawaliła się światowa gospodarka. Woleliśmy jednak udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku, choć każdy po cichu mówił, że system finansowy jest do cna skorumpowany i służy najwyżej jednemu procentowi populacji. Postanowiliśmy jednak iść przed siebie i wkrótce zaczniemy zbierać tego owoce.

Czyli wkraczamy w erę konsekwencji.

To prawda, boję się tego, co może wkrótce nastąpić, ale wyraziłem też w tej piosence nadzieję, że przyjdzie zima, spadnie śnieg i wszystko to się skończy.

A czy ludzie w Twoim kraju nie są sfrustrowani tym, że ci, którzy najbardziej agitowali za wyjściem z Unii, odwrócili się od nich plecami tuż po referendum?

Myślę, że wciąż jest zbyt wcześnie, by to stwierdzić. Każdego dnia docierają do nas sprzeczne sygnały z mediów. Jedne trąbią, że od dawna nasza gospodarka nie była w tak świetnej kondycji. Inne, że notujemy właśnie najgorsze wyniki. Komu wierzyć? Nie sądzę też, by w wyniku Brexitu dość prężna przecież polska mniejszość w Wielkiej Brytanii została zmuszona do opuszczenia kraju, bo to dopiero byłaby pewna śmierć naszej gospodarki. (śmiech) Mam jednak wrażenie, że rzeczywistość, którą zastaliśmy w wyniku referendum uwolniła rasistowskie i nacjonalistyczne nastroje, podobnie jak działania Marine LePen we Francji, Trumpa w Stanach Zjednoczonych czy skrajnej prawicy w Polsce.
Nagle z jakichś powodów jest OK być rasistą czy nacjonalistą. Przecież to strasznie głupie. Zupełnie jak z hasłem „Polska dla Polaków”.
Przecież wielu z was ma korzenie w Rosji, Niemczech czy na Litwie. Z kolei mnóstwo Amerykanów ma polskie korzenie. Ludzie migrują od stuleci. Chcesz temu zaprzeczać? Nie bądźmy śmieszni.



Jedną z moich ulubionych piosenek na nowej płycie jest „Burn the Castle”. Czy pisząc ją miałeś na myśli kogoś konkretnego, komu chciałbyś podłożyć ogień pod zamek?

Nie, choć każdego dnia odnoszę wrażenie, że żyjemy w nowym średniowieczu, czasach możnych, pozamykanych w swoich twierdzach. Nasze miasta, nasze ulice i nasze domy nie są bynajmniej naszą własnością. Co więcej, nie są też własnością naszego rządu.
Ludzie, na których głosujemy w wyborach są zależni od Wall Street i interesów międzynarodowych korporacji. To już na pierwszy rzut oka przypomina feudalizm. Młodzi ludzie, którzy dopiero wchodzą w dorosłość, muszą brać na swoje barki górę długów. Przecież to niewolnictwo.

Płytę „Winter”, którą będziecie promować podczas zbliżających się koncertów, jest ostrzejsza niż poprzednie dzieło New Model Army. Ciężkie czasy wymagają radykalnych środków?

Nie ujmowałbym tego w ten sposób. Zrobiliśmy to wyłącznie z muzycznych pobudek. „Between Dog and Wolf” brzmiała pięknie i przestrzennie. Tym razem chcieliśmy osiągnąć przeciwny efekt. Te nowe piosenki nie są przesadnie monumentalne, ani „otwarte”. Mało na tej płycie pogłosów. To zapis zespołu grającego tu i teraz, obok ciebie. Zupełnie jak na koncercie. Nie bez znaczenia było też zapewne to, że wróciliśmy do nagrywania na taśmie oraz to, że pracowaliśmy z dużo młodszymi od nas inżynierami dźwięku.

Czujesz się po tym wszystkim odmłodzony?

Na pewno trochę tak. Po części odpowiada za to nasz obecny basista, Ceri, który nie jest nawet połowie tak stary jak ja. (śmiech) Urodził się, kiedy wydawaliśmy trzeci album („The Ghost of Cain” z 1986 roku - przyp. red.), ale posiada właściwe podejście do grania w tym zespole.

Właściwe, czyli jakie?


Kiedy mówią ci, co masz robić, rób dokładnie odwrotnie. Ludzie często narzekają na to, że nie gramy na koncertach starych hitów.
Oferowano nam naprawdę duże pieniądze za wspominkowe trasy „Thunder and Consolation”, ale zawsze odmawialiśmy. Nie chcemy być częścią całego tego biznesu nostalgii. Jesteśmy zespołem, który gra emocjonalne koncerty, a nie szafą grającą.


Rozmawiał Cyprian Łakomy, dziennikarz poznan.naszemiasto.pl
Zdjęcie główne: Trust A Fox

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!