Autor: Kinga Czernichowska

2017-01-13, Aktualizacja: 2017-01-20 12:13

Rzecznik WOŚP: Hejt wobec Jurka to czysta nienawiść budowana na kłamstwie

- Pierwszą puszkę WOŚP zrobiłem sobie z pudełka po butach - mówi Krzysztof Dobies, wieloletni rzecznik Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Rozmawialiśmy z nim o jego przygodzie z WOŚP, kryzysach i o tym, że raz do roku Polacy potrafią się zjednoczyć w szczytnym celu i zakopać wojenny topór.

W tym roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagra po raz 25. Po raz pierwszy Finał transmitować będzie nie Telewizja Publiczna, a TVN. Za pieniądze zebrane podczas akcji fundacja WOŚP kupi sprzęt dla szpitalnych oddziałów dziecięcych i wesprze seniorów.

O atmosferze wokół tegorocznego Finału WOŚP, a także o przygodzie z orkiestrowym graniem rozmawialiśmy z Krzysztofem Dobiesem, rzecznikiem Orkiestry.

Na ulicach pojawiły się WOŚP-owe billboardy z hasłem: "Jednoczymy Polaków". Aż tak bardzo jesteśmy dziś podzieleni?

Podziały w Polsce nie są rzeczą nową. One się nie pojawiły ani rok temu, ani dwa. To nie jest kwestia zmiany rządzących. Spróbujmy znaleźć chociaż jedną ideę w Polsce, która jednoczy tak samo, jak co roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
Boję się trochę porównywać WOŚP do Solidarności, ale poniekąd WOŚP jest właśnie takim dziełem jedności. Bo kiedyś taką ideę niosła ze sobą Solidarność. Niestety, z czasem w Solidarności idea zjednoczenia została przetrawiona i wypluta.
W Polsce takich idei jednoczących nas samych nie ma zbyt wiele. Ale raz do roku, razem z WOŚP, stajemy się narodem czynu. I co najważniejsze, potrafimy zakopać topór wojenny i uciszyć nasz polski kociołek.


© Szymon Starnawski



WOŚP jest ponad podziałami?

Zdecydowanie tak. Tymi politycznymi - też. Najlepszym dowodem na to dla nas są wyniki sondażu, który zrobiła na zlecenie Fundacja Millward Brown.
Badaliśmy świadomość społeczną dotyczącą Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Okazało się, że największą grupę osób, popierających działalność WOŚP, stanowią zwolennicy PiS-u.


A zdziwiło Was wsparcie pary prezydenckiej i przekazanie przez pierwszą damę, Agatę Dudę, zdjęcia, które stało się popularnym memem?

Nie, nie byliśmy zdziwieni. To, że jest to akurat zdjęcie-mem, pokazuje, że pani prezydentowa ma do siebie dystans i ma też poczucie humoru. Prezydencka para wspiera nas co roku i jesteśmy jej za to bardzo wdzięczni, ostatnim razem prezydent Andrzej Duda przekazał na rzecz WOŚP swoje narty. Orkiestra jest ponadpartyjna. Koniec końców, ze sprzętu, który kupujemy za pieniądze zebrane podczas finałów, korzystają wszyscy pacjenci - bez względu na swoje czy swoich rodziców preferencje polityczne. Stworzyliśmy system i on jest do dyspozycji wszystkich Polaków.

Po 25 latach Finał WOŚP transmitowany będzie nie przez TVP, a przez TVN. To boli?

Nie, nie boli. Po prostu pewne rzeczy są dla nas niezrozumiałe, nielogiczne. Dla nas jest to absurdalne - nie zrobiliśmy niczego, za co TVP mogłoby mieć do nas pretensje.
Ale mieliśmy październik, Finał zaczął się nieubłaganie zbliżać, a po stronie publicznej telewizji głucha cisza. Wysłaliśmy pismo pytając o chęć ponownego tworzenia Finału – zero odpowiedzi. A taki sam list poszedł też do TVN-u i stamtąd odpowiedź, pełna energii, pojawiła się od razu. Musieliśmy podjąć w końcu ostateczną decyzję.


Ze strony TVN płynął taki przekaz - "Popieramy Wasze idee, chcemy z Wami grać, bo mamy taką samą misję, wyznajemy te same wartości". I tak zawiązała się nasza tegoroczna współpraca z TVN jako głównym nadawcą telewizyjnym. To więc absolutnie nie podcina nam skrzydeł, raczej stanowi nowe wyzwanie. Budujemy wszystko od nowa, praktycznie od zera: studia telewizyjne, poczekalnie, szatnie. Musimy dopracować każdy szczegół pod względem technicznym i produkcyjnym. To też ma swoje plusy. Całą zmianę można porównać do tego, jak się mieszka w wynajętym mieszkaniu, a jak "na swoim". My po raz pierwszy będziemy "u siebie". Nie ograniczają nas dziwne reguły i wymogi, mamy swoje studio, które możemy urządzić, jak tylko chcemy. Jeśli trzeba – doprowadzamy łącze internetowe oddzielnym światłowodem, co bardzo ułatwi nam pracę i nie musimy pytać nikogo o to, czy nam wolno. To duży komfort.

© Mariusz Kapała, Polska Press


Oczywiście, TVP bez wątpienia miała ogromny wpływ na sukces Orkiestry. WOŚP powstała w TVP i gdyby nie fakt, że telewizja transmitowała finały przez 24 lata, nie mielibyśmy takich sukcesów.

Przed kolejnym finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wrócił temat zarzutów dotyczących rzekomych nieprawidłowości finansowych wokół Jerzego Owsiaka. Wiele osób w to wierzy...

Po 25 latach działalności i także bardzo konsekwentnego i rzetelnego rozliczania zebranych środków nie ma nawet cienia szansy na jakiekolwiek nieprawidłowości. Nikt ich nigdy nie znalazł i nie wykazał. A Polacy co roku pokazują, z jakim ogromnym zaufaniem podchodzą do naszych i Jurka działań.
Hejterskie oskarżenia wobec Jurka to nic innego jak czysta nienawiść budowana na kłamstwie i manipulacji. Stoi za tym garstka zaślepionych nienawistników, a nie żadna licząca się siła. Taka nasza polska przypadłość – jak ktoś ma sukces, to się od razu znajdzie grupa tych, którzy muszą ten sukces storpedować. Nie ma się co przejmować, trzeba dalej robić swoje.


Jak zaczęła się Twoja przygoda z Orkiestrą?

Kiedy zaczynała grać Orkiestra, byłem gdzieś na przełomie podstawówki i szkoły średniej. Wolontariuszem po raz pierwszy zostałem w 1995 roku, to już czasy mojego liceum, a ja byłem wtedy zbuntowanym nastolatkiem, słuchającym heavy metalu, trochę punkowcem. Jurka Owsiaka znałem z programu "Róbta, co chceta", a także z audycji "Brum", którą Jurek prowadził na antenie Polskiego Radia. To tam można było posłuchać takich kapel, jak Defekt Muzgó, Sedes czy Proletaryat. Jak każdy młody człowiek miałem wtedy swój świat. Dodajmy, że mówimy o czasach, w których nie było jeszcze internetu, YouTube'a ani MTV. Nasze gusta muzyczne kształtowały właśnie te programy.


© Szymon Starnawski, Polska Press

Krzysztof Dobies

Wraz z Wielką Orkiestrą idea pomagania innym ludziom trafiła wtedy na podatny grunt - umysły młodych ludzi, którzy chcieli coś robić, działać, szukali wartości... Byłem jednym z nich.


Jak zapamiętałeś przygotowania do swojego pierwszego finału?

Po raz pierwszy zgłosiłem się do fundacji w 1995 roku, po prostu jako wolontariusz. To były zupełnie inne czasy. Nie organizowano sztabów, młodzi ludzie zgłaszali się, wysyłając listy lub pocztówki do Jurka Owsiaka. Potem w odpowiedzi otrzymywali od fundacji ankietę do wypełnienia. Tę znów odsyłało się pocztą i czekało na kolejny list - z identyfikatorem oraz informacją, że możemy działać. Nie było też jeszcze ujednoliconych puszek. Pierwszą WOŚP-ową puszkę zrobiłem sobie z pudełka po butach.

Sam finał okazał się niesamowitym przeżyciem. Nie było wtedy jeszcze bilonu (mówimy o czasach przed denominacją), więc poszedłem na pocztę wpłacić zebrane pieniądze na konto fundacji. Ale pani z poczty nie kojarzyła, o co chodzi z Finałem Orkiestry. Była w szoku, gdy zobaczyła, że jakiś młody człowiek przyniósł taką kwotę. Ale koniec końców przyjęła ją i udało się przekazać te pieniądze na konto WOŚP.

A potem?

Na kolejne finały zaprosiłem swoich znajomych. Wcześniej też pomagali, ale nieoficjalnie. I tak zebrała się spora grupa, głównie w oparciu o przyjaciół ze szkoły średniej. Zaangażowaliśmy się, zorganizowaliśmy, nabrało to rozmachu. Po chwili okazało się, że zebrało się kilkadziesiąt osób, że kwestują z nami ludzie w Ostródzie, ale też w okolicznych miejscowościach: Zalewie, Borecznie, Gietrzwałdzie. Kiedy Orkiestra zaczęła tworzyć finałowe sztaby, na bazie tej naszej ekipy powstał jeden z pierwszych. Zresztą wtedy w Ostródzie bardzo aktywnie Orkiestrę prowadzili też harcerze ZHP, którzy do dziś tradycyjnie pomagają w Finale. A ja zostałem szefem takiego sztabu powiatowego, bardzo ważna była dla nas wtedy obecność w tych mieścinkach dookoła Ostródy.

Kolejnym ważnym krokiem w pracy na rzecz Orkiestry było dołączenie do Pokojowego Patrolu i pierwszy w moim życiu Przystanek Woodstock. To wydarzenie totalnie zmieniło moje życie, poznałem wielu fantastycznych przyjaciół, którzy są przy mnie do dziś. Rok 1997, wyjazd na wielki festiwal – on był wtedy dla mnie gigantyczny, choć przy dzisiejszym Przystanku to maleństwo. No ale w ogóle był to dla mnie pierwszy taki wyjazdowy festiwal. Miałem 18 lat! Pokojowy Patrol to było wtedy jakieś sto kilkadziesiąt osób, wszystko takie surowe, początkowe. Masa pracy, o oglądaniu koncertów nawet nie myśleliśmy. Zmęczenie, które później trzeba było „odchorowywać” dwa tygodnie. Ale satysfakcja i duma gigantyczna! Bo my od samego początku czuliśmy, że to jest nasz festiwal, że go wszyscy razem współtworzymy. I że jest wielki – ideą, duchem i rozmachem. Od tamtej pory nie ominąłem ani jednego Przystanku, byłem nawet na tym „dzikim” festiwalu w Lęborku.


© FOT. MARIUSZ KAPALA / GAZETA LUBUSKA



A jak trafiłeś do fundacji WOŚP?

Czas płynął, a ja byłem coraz bliżej fundacji, coraz bardziej angażowałem się w jej działania. Po ukończeniu szkoły znalazłem super pracę, później przeprowadziłem się do Warszawy, więc mogłem być w Fundacji częstym gościem. Wpadałem, pomagałem, robiłem internety – bo to była i jest moja wielka pasja. W końcu gdzieś w 2001 roku Jurek zaproponował mi pracę. Nie mogłem odmówić.

Pokojowy Patrol okazał się też pewnym przełomem w Twoim życiu osobistym.

Nie od razu, ale tak, w Pokojowym Patrolu poznałem swoją żonę, mamy dwójkę cudownych synów. Pokojowy Patrol to zgrana ekipa, jesteśmy wszyscy sobie bardzo bliscy. Czuć ducha zespołu, jesteśmy zżyci i na sobie polegamy. Ja wtedy, po przeprowadzce do wielkiego miasta, znalazłem się w zupełnie nowej sytuacji, z dala od starych znajomych. Musiałem się z tym wszystkim oswoić. W Patrolu spędzaliśmy ze sobą sporo czasu, także na spotkaniach i prywatkach. I poniekąd naturalnie sprawdzaliśmy się w różnych sytuacjach. Również kryzysowych, pracując pod presją, przy dużym zmęczeniu. Dzieliliśmy się różnymi doświadczeniami. W ten sposób łatwo zbliżyć się do ludzi, którzy mają podobne spojrzenie na świat. Tak zawiązują się przyjaźnie, tak tworzą się związki. Wrosłem w tę społeczność.

Wspomniałeś o kryzysach. Dużo ich było? Były momenty, kiedy pojawiała się myśl: "Może to już za dużo, nie damy rady"...

Po każdym Przystanku Woodstock, jak już pakowało się manatki, wędrowało na pociąg do domu, przed sobą miało się wizję podróży trudnej… Po ciężkiej, kilkudniowej harówce… Wtedy pojawiała się taka myśl: "A w życiu! Nigdy więcej! Ostatni raz! Koniec!"

Po tygodniu, jak już się odespało trochę po festiwalu – nagle człowiek zaczynał wspominać, że "kurczę, jednak chyba fajnie było". Potem spotykaliśmy się znów na imprezach, wieczorkach, prywatkach i wspomnienia buzowały – nawet nie było się jak zorientować, że zaczyna się za tym festiwalem tęsknić. A po miesiącu już się odliczało czas do następnego.


© Jakub Pikulik

Przystanek Woodstock

Ale w czasie pracy to wiadomo, bywało różnie. Presja czasu, ciśnienie, stres, zdarzały się konflikty, spiny, czasem foch. Ale w takiej rodzinnej ekipie, jaką jest i zawsze był Patrol, takie rzeczy rozwiązuje się przez rozmowę. Trzeba ochłonąć, policzyć do 10, głęboki oddech – i potem pogadać, wyjaśnić. I do przodu. Zresztą podobnie pracuje się dziś na co dzień w Fundacji, patrolowe doświadczenie bardzo pomaga.

Przeciwnicy WOŚP zarzucają Wam, że zbierając pieniądze i kupując sprzęt dla szpitali wyręczacie ministerstwo zdrowia, że za to wszystko odpowiedzialni powinni być rządzący.

To mrzonka, ale pomijając to - ja bym chyba nawet nie chciał, żeby tak absolutnie za wszystko wokół nas odpowiadali rządzący. To przecież właśnie oddolne, pozarządowe inicjatywy są wyznacznikiem wolności i demokracji. No i nie ma takiego kraju na świecie, który byłby tak bogaty, żeby stać go było na wszystko. Zawsze znajdą się ludzie w potrzebie, którym coś po drodze nie wyszło, coś (nawet losowego) wszystko wywróciło do góry nogami. To w najbogatszych krajach najlepiej działają organizacje pozarządowe – tam, gdzie mamy tych, którzy mają i mogą dzielić się z tymi, którzy potrzebują. A ten moment dzielenia się najskuteczniej i najrozsądniej biorą na barki organizacje pozarządowe. Myślą o człowieku, o potrzebie i realnej pomocy. I są tam, gdzie państwo siłą rzeczy nie jest w stanie sięgnąć.


© Szymon Starnawski



Osoby związane z WOŚP niejednokrotnie mówią o rodzinnej atmosferze, jaka panuje w fundacji.

Bo to prawda. Zresztą ma to dużo wspólnego z duchem Pokojowego Patrolu, bo większość nas dziś pracujących w fundacji właśnie z Patrolu się wywodzi. I chociaż dla nas jest to praca, to w WOŚP-ie panuje właśnie rodzinna atmosfera. Nie brakuje zażyłości, możemy na sobie polegać. Razem przechodzimy wszystkie kryzysy. Fundacja oparta jest na bliskości, szczerości, otwartości, chociaż pracuje w niej aż 50 osób, włączając naszych „sezonowych” pracowników, czyli tzw. Krasnali. Tego nie ma w korpo. Tu, w fundacji, nie prowadzi się żadnych gier, nie ma tego niezdrowego dystansu w stylu "ja tu rządzę, ty to zrób" i oficjalnych relacji w stylu "ach, ą, ę".

Oczywiście, Jurek sprawuje pieczę nad wszystkim, czasem zwracamy się do niego per "Prezesie", ale to dlatego, że taką ma ksywę. Tak jak jego żona ma ksywkę "Dzidzia", wie o tym każdy. Tu, w fundacji, każdy jest sobą, nie musimy niczego udawać. Ta rodzinna atmosfera to znak rozpoznawczy WOŚP. Potwierdzi to każdy, kto był u nas z mikrofonem, aparatem, kamerą.


Jurek Owsiak jest takim ojcem? Doradza w trudnych sprawach?

Zdecydowanie tak. Zawsze mogliśmy liczyć na wsparcie Jurka i jego żony, Dzidzi. Razem są doskonałymi obserwatorami życia, powiedziałbym - wizjonerami. Są w stanie dostrzec rzeczy, których my nie zauważamy na co dzień. Emanują ciepłem i serdecznością. Bardzo nam pomagają, często w zupełnie prywatnych sprawach, mocno się każdym z nas przejmują. Nie w godzinach pracy, ale istotnie, tak trochę po rodzicielsku. Ale kiedy trzeba, to my też doradzamy Jurkowi. Pokazujemy na przykład, co "chwyta" w sieci. Tłumaczyliśmy, jak działa Facebook, jak z niego korzystać. Początkowo to była dla Jurka odległa, obca przestrzeń. Ale przekonaliśmy go, że to użyteczne narzędzie. Jurek szybko łapie takie rzeczy. I dziś prowadzi jeden z najbardziej opiniotwórczych fanpejdży, z największymi zasięgami.

Rzecz jasna nie żyjemy tylko "orkiestrowym" życiem. Spędzamy ze sobą na co dzień dużo czasu. Na tyle, żeby rozmawiać także o "pozaorkiestrowych” rzeczach – co nas gryzie, co cieszy, jakie mamy kłopoty, jakie przeżywamy rozterki albo z czego jesteśmy dumni. Sporo rozmawiamy o tym, co się dzieje dookoła nas, o różnych społecznie ważnych tematach. Tak, jak to z przyjaciółmi – dzielimy się tym, co w serduchu i głowie siedzi.


© Szymon Starnawski



Ci, którym pomogliście jako WOŚP, opisują potem swoje historie. Pamiętasz taką, która poruszyła Cię najbardziej?

Było ich tak wiele, że trudno przytoczyć konkretną. Niemal każda wzruszała do łez. Około 600 takich historii przytoczyliśmy w książce "Moja historia z WOŚP". Myślę, że każdego wzruszy coś innego, każdy ma inną perspektywę, inne doświadczenia. W życiu każdego człowieka jest jeden, może dwa momenty, które całkowicie zmieniają nasze spojrzenie na świat.

Pamiętam, jak czekałem na narodziny jednego ze swoich synów i na oddziale, na którym rodziła moja żona, były inkubatory dla wcześniaków, oznaczone serduszkiem WOŚP. Wtedy jeszcze bardziej, jeszcze mocniej poczułem, że to, co robię, ma ogromne znaczenie. Jestem w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. WOŚP to moja praca, ale też lwia część mojego życia. Niektórzy pytają: a co będzie, jeśli tym razem rekord nie padnie? To nieważne. Gramy po raz 25. I to już jest dla nas rekord. Sukcesem jest to, że jednoczymy Polaków w szczytnym celu, że pomagamy sobie nawzajem i ratujemy życie wielu dzieciakom. I dlatego będziemy grać dalej - do końca świata i o jeden dzień dłużej.

Dziękuję za rozmowę.
rozmawiała
Kinga Czernichowska, dziennikarka portali wroclaw.naszemiasto.pl i gazetawroclawska.pl
Zdjęcie główne: Szymon Starnawski

Komentarze (38)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

:-) (gość)

W Boga to OK, można nie wierzyć, ale w religie? Przecież istnieją i można to łatwo sprawdzić...

Rybnik (gość)

Ojciec dyrektor - Owsiak zakłada swoje imperium na wzór Toruński ,waszymi datkami i ckliwymi słowami , bo to sprawdzony model manipulacji społeczeństwem ogarniętym szałem wiary w cuda .

Dekster (gość) (sru)

Ty go tak piusarze nie wyzywaj bo będziesz płacił grzywnę w sądzie i tym samym wspomożesz wośp jak jeden hejter nazywający się matką siurka, myślisz że jesteś anonimowy pisuarze?

Dekster (gość)

Ale się hejterstwo dobrej zmiany prawe i sprawiedliwe rozpisało... z błędami, bez sensu, z wulgaryzmami ale poczuło się lepiej. Prawdziwe polaczki-cebulaczki, sami katolicy miłujący pokój i dobro co to by gardło poderżnęli drugiemu z tej miłości oczywiście, boli was du.pa że Owsiak coś robi? I dobrze, niech was boli. Sami nic nie robią, nikomu nie pomogli to chociaż sobie jadem na Owsiaka poplują. Owsiak ma was gdzieś, robi swoje i chwała mu za to, żaden obsrany hejter dobrej zmiany mu nie przeszkodzi, możecie szczekać a piana wam z pyska pięknie chlapie:-D Amen:-D
Na pohybel czarnej zarazie przepełnionej miłością, miłością wprost z PISuaru.

jb (gość)

Może Owsiak wystawi na licytację palkę milicyjną po swoim ojcu, a może ordery które tatuś dostał za zasługi dla komunistów.....

Głąb (gość)

Wytłumaczcie mi - ciemnogrodowi - jak to jest? 70 mln zł zebranych, z tego na cele statutowe wydane 50 mln, a na cele NIESTATUTOWE 20 mln zł?
.
O czym może to świadczyć?

olo (gość)

głupich w Polsce nie brakuje, a potem się dziwimy, że i ksiądz daje się nabrać na metodę na wnuczka

majka (gość)

może raz by pomogli niepełnosprawnym dorosłym .im nikt nie pomaga jak by ich nie było . a ich nie stać na sprzęt rehabilitacyjny wyjazd na turnus ,leki dlatego siedzą w domach i ich nie ma.

WOŚP (gość)

Widać że złote dzieci oficerów milicji mają się dobrze. POstkomuna ma się dobrze , matoły zdążyły się przyzwyczaic do robienia w konia. 20 lat TVN wypłukał mózgi!!!

Siema wielka ścema milicyjna (gość)

„Guru sekt", „romski maczo", „król żebraków" czerwony milicyjny kaznodzieja tak to Owsiak Który nigdy się nie POchwalił że bierze 47 groszy od złotówki ,Ten cwany złodziej przyzwyczajony jest do darmowych imprez miejskich .Jego fundacja jest z obowiązana płacić za imprezy, przecież bierze POłowę kasy. Widzowie TVN ci inwalidzi umysłowi nie łapią tego, frrajerów nie brakuje.