Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

1945 rok. Tajemnicza wojna polsko-czechosłowacka o ziemię kłodzką

Mariusz Grabowski
fot. fotopolska.eu/archiwum
10 czerwca 1945 roku czołgi czechosłowackie przekroczyły polską granicę. Nasi sąsiedzi z południa chcieli przyłączyć do swego kraju Kłodzko i Racibórz. W odpowiedzi polskie oddziały wzmocniły całą granicę. Padły strzały.

Ewakuacja Niemców i wkroczenie Sowietów w maju 1945 r. spowodowało, że natychmiast odżyły przedwojenne spory polsko-czeskie, w tym spór o Zaolzie. W 1945 r. pod osłoną Armii Czerwonej władze czechosłowackie stwierdziły jednostronnie, że dotychczasowe umowy graniczne są nieważne.

Czeskie czołgi naprzód

Sytuacja eskalowała bardzo szybko. Tym razem gra szła nie tylko o Zaolzie, ale o cały południowy skrawek Dolnego Śląska. Już wiosną 1945 roku doszło do licznych incydentów granicznych w regionach raciborskim, głubczyckim, nyskim i kłodzkim. Jak pisze Anna Szczepańska w książce „Warszawa-Praga 1948-1968”, już w marcu 1945 r. polscy działacze na Zaolziu zaczęli apelować do Rządu Tymczasowego Rzeczpospolitej Polskiej o przyłączenie ich ojcowizny do macierzy.

Na ich wezwanie odpowiedział ówczesny minister obrony narodowej Michał Rola-Żymierski. Zapewnił on o „dobrej woli i pomocy tow. Stalina, a także o gotowości rządu do zajęcia twardego stanowiska wobec Czechosłowacji” w sprawie odpowiedniego przebiegu granicy.

W maju Polacy utworzyli na spornym terytorium swoje komitety obywatelskie i rady narodowe, a złożona z dotychczasowych żołnierzy Armii Krajowej Grupa Operacyjna „Zaolzie” sforsowała mosty na Olzie. Jednak czerwonoarmiści wespół z Czechami momentalnie rozbroili polskie oddziały. Rząd Tymczasowy wysłał do Stalina memorandum, domagając się wycofania ze spornego obszaru czeskiego wojska i administracji. Tymczasem Czesi przystąpili do organizowania akcji rejestrowania i wysiedlania ludności polskiej. „ Raciborskie bez przeszkód penetrowała czeska milicja, zabierając bydło i płody rolne, a także strzelając do polskich flag” - pisze Władysław Szczepański w publikacji „Konflikt graniczny polsko-czechosłowacki w latach 1945-1947”.

Z późniejszych zeznań złożonych przez tamtejszych Polaków wynika, że Czesi rozkradali również infrastrukturę przemysłową i rolniczą przygranicznych obszarów, kradnąc m.in. z fabryki kryształów z Lasówki czy nawet całe młyny. Jednocześnie rząd czechosłowacki rozsyłał noty informujące o planach siłowego zajęcia Kłodzka.

10 czerwca 1945 r. nastąpiła kulminacja wydarzeń: granicę polsko-czechosłowacką w Chałupkach przekroczył czeski batalion piechoty wspierany przez pluton czołgów i dwa plutony wojsk zmotoryzowanych.

Czesi zajęli 14 miejscowości i zatrzymali się 5 kilometrów od miasta. We wszystkich domach przygranicznych Chałupek przeprowadzono rewizje. Wartownicy kolejowi zostali rozbrojeni, zawiadowca stacji aresztowany. Polacy dostali dwie godziny na opuszczenie Chałupek. Jednocześnie Czesi wysyłali także noty do Waszyngtonu, Paryża, Londynu, Moskwy i Warszawy, zapowiadając że ich wojsko siłą zajmie Kłodzko.

Bronić Kłodzka!

Dzień później, 11 czerwca, polski rząd w „zdecydowanym tonie” zażądał od Czechów wycofania się z zajętych terenów. Marszałek Michał Rola-Żymierski wydał rozkaz: 1. Korpus Pancerny ma przejść na rubież Prudnik-Cieszyn, a dowódca 2. Armii obsadzić linię Prudnik-Nysa. Polscy oficerowie mieli dać Czechom dobę na wycofanie się. Zignorowanie żądań miało być rozwiązane prosto: zajęte miejscowości miały zostać otoczone, Czesi zatrzymani i odstawieni na drugą stronę granicy. Dopuszczano użycie broni, ale tylko w przypadku „otworzenia ognia przez czeskie wojsko”.

Krajowa Rada Narodowa nakazała ponadto ustawić słupy graniczne, by linia oddzielająca Polskę od Czechosłowacji nie budziła wątpliwości. Rząd polski wystosował też kolejną notę ostrzegawczą do Pragi. Nie przyniosło to jednak zamierzonego skutku.

„14 czerwca wcześnie rano z Wrocławia, Legnicy i kilku innych miast wyjechały ciężarówki z oddziałami straży przemysłowej. Do Kotliny Kłodzkiej dotarło w sumie 500 przeszkolonych ludzi, którzy mieli za zadanie nie dopuścić do przejęcia władzy przez Czechów. Ci bowiem zajęli już Lewin Kłodzki, Międzylesie i kilka okolicznych wiosek. I zatrzymali Polaków, którzy szukali po czeskiej stronie wywiezionych z Nysy składów elektrotechnicznych” - podaje Katarzyna Kaczorowska w tekście „Jak o Kłodzko Czesi z nami wojowali”.

Niezależnie od próby sił wzdłuż granicy, trwała wojna dyplomatyczna.

Stalin wali pięścią w stół

W opracowaniu „11 czerwca 1945 r. Przeciwdziałanie czechosłowackiej agresji” czytamy: „17 czerwca Polska i Czechosłowacji stanęły na granicy konfliktu zbrojnego. Wtedy to oddziały Wojska Polskiego rozpoczęły akcję odzyskiwania Kłodzka. Rola--Żymierski wydał też rozkaz ataku na Zaolzie. „Myślę, że gdyby nie fakt, że Bolesław Bierut na czele całej polskiej czołówki politycznej pojechał akurat do Moskwy i pozostawiony w kraju Rola-Żymierski poczuł się trochę jak dyktator, ta odpowiedź nie byłaby aż tak ostra. Rola-Żymierski piątego dnia od rozpoczęcia »inwazji« wezwał czechosłowackiego posła Josefa Hejreta i wręczył mu notę z żądaniem wycofania wojsk z zajmowanych terenów oraz odwołania nowej administracji.

Rząd w Pradze dostał 48-godzinne ultimatum. Jednocześnie Rola-Żymierski wydał rozkaz przesunięcia 10. Dywizji Piechoty w rejon między Prudnikiem a Nysą, a 1. Korpusu Pancernego na linię Prudnik-Cieszyn, nakazując brać Czechów do niewoli, odstawiać za granicę i strzelać tylko w razie konieczności. Po cichu rozpoczął również przygotowania do kontruderzenia na Zaolzie. Już 16 czerwca na przedmieściach Cieszyna skoncentrowano ponad tysiąc żołnierzy” - tłumaczył w wywiadzie dla „Polityki” Piotr Pałys, autor książki „Czechosłowackie roszczenia graniczne wobec Polski 1945-1947”.

Nastąpiło przesilenie. Jeszcze 17 czerwca Rola-Żymierski wygłaszał w Cieszynie mocne patriotyczne przemówienie, a już dzień później marszałek odwołał akcję - ewidentnie na wyraźne życzenie Józefa Stalina, który nie mógł pozwolić sobie na wybuch wojny między „bratnimi narodami”.

Strzelali w powietrze

Przestraszeni polskim oporem i sygnałami z Moskwy Czesi zaczęli wycofywać się z zajętych miejscowości. Wycofano też czeski pociąg pancerny kursujący między Ścinawką Średnią a Kłodzkiem. 22 czerwca zaczęły w Kłodzku funkcjonować polska komendantura wojenna i garnizon. Wydawało się, że na sporne terytoria wrócił spokój, ale 28 czerwca w okolicach Śnieżnika ostrzelano żołnierzy z I batalionu 25. pp.

Tego samego dnia wieczorem, po wywieszeniu nad placówką biało-czerwonej flagi, ostrzał, połączony z obrzuceniem granatami, powtórzył się. Czesi tłumaczyli się później, że wzięli Polaków za Niemców. Choć wciąż dochodziło do dalszych incydentów, to jednak nie przybrały one tak poważnego wymiaru. Wojna polsko-czechosłowacka wydawała się być zażegnana.

Ale jeszcze kilkakrotnie dochodziło do potyczek. Jedne oddziały rozbrajały drugie, parokrotnie broń wypaliła, jednak ofiar śmiertelnych nie odnotowano po żadnej ze stron. Żołnierze czasem strzelali w powietrze, jak w okolicach Świeradowa, gdzie polski dowódca, chcąc odzyskać kontrolę nad obsadzoną przez Czechów graniczną granią, nakazał strzelać nad ich głowami. To wystarczyło, by Czesi się wycofali.

Debaty o granicy

Rokowania polsko-czechosłowackie w sprawie granicy prowadzono w Moskwie. Delegacja polska otrzymała z kraju stanowisko negocjacyjne, które brzmiało: „Na Zaolziu bronić każdego kilometra między Morawską Ostrawą a Karwiną - kluczowe stanowisko dla koksu”. Rokowania zakończyły się podpisaniem 10 marca 1947 r. układu o przyjaźni i pomocy wzajemnej z Czechosłowacją, który sprawę granic pozostawiał otwartą.

Jeszcze w lipcu 1947 r. delegacja Polaków z Zaolzia podczas spotkania z Jakubem Bermanem w Warszawie usłyszała: „Rząd polski nie ma zamiaru organizować jakiegoś ruchu, niemniej jednak nie zrezygnuje z praw do Zaolzia”. „Traktat z 1947 r. w zasadzie załatwiał sprawę (choć drażliwe kwestie graniczne dotyczące ziemi kłodzkiej i Zaolzia nie zostały uregulowane), jednak do kwestii podziału ziem nadgranicznych wracano jeszcze w latach 50., a rozmowy ciągnęły się bardzo długo. Sztywność Czechów wynikała trochę z faktu, że czeskim twardogłowym komunistom ówczesna Polska w obliczu październikowej odwilży 1956 r. jawiła się jako ostoja reakcji. Obecny przebieg linii granicznej został potwierdzony dopiero w 1958 roku, ale i tak na zasadzie pewnej nierównomierności, gdyż więcej hektarów ze spornych terenów otrzymali Czesi” - podsumowuje Piotr Pałys.

1945 rok. Tajemnicza wojna polsko-czechosłowacka o ziemię kłodzką

Ustalono wtedy, że na Śląsku Cieszyńskim obowiązuje polsko-czeska granica z roku 1920 r; na Spiszu i Orawie linia ustalona w roku 1924 r.; w pozostałej części linia graniczna obowiązuje sprzed 1938 r. z ziemią kłodzką po jej północnej - wówczas już polskiej - stronie. Ponadto obie strony uznały, że Morawcy żyjący na Śląsku w okolicy Raciborza i Opola oraz Czesi z ziemi kłodzkiej i okolic Strzelina podczas akcji weryfikacyjnej zostali w większości pozytywnie zweryfikowani.

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na klodzko.naszemiasto.pl Nasze Miasto