reklama

Saperzy codziennie ryzykują dla nas życie. Jak wygląda ich praca?

Kacper Chudzik
Kacper Chudzik
Zaktualizowano 
Odwiedziliśmy saperów 4. Batalionu Inżynieryjnego w Głogowie, by sprawdzić jak wygląda codzienna praca osób, które każdego dnia ryzykują życie w walce z niewybuchami.

Choć II wojna światowa zakończyła się ponad 74 lat temu, to saperzy nieustannie i każdego dnia obcują z jej niebezpiecznymi reliktami. Niemal codziennie ryzykują życie, aby niszczyć niewybuchy i niewypały. Wśród nich są również żołnierze 4. Batalionu Inżynieryjnego w Głogowie. W jego skład wchodzą dwa patrole rozminowania, a w każdym z nich pracuje ośmiu żołnierzy. Tylko do końca października tego roku żołnierze patroli 22 i 24 podjęli z ziemi 6427 przedmiotów wybuchowych. Do zgłoszeń wyjeżdżali 327 razy (do 12 listopada), pokonując w sumie ponad 62 tysiące kilometrów.

Pierwszy z patroli obsługuje 14 powiatów, drugi 8. Obejmują one duży obszar na terenie trzech województw. Najdalszy punkt, do którego docierają nasi saperzy oddalony jest około 150 kilometrów od Głogowa, pod czeską granicą - za Wałbrzychem.

Jednym z żołnierzy pracujących w patrolu jest sierżant Piotr Tupadło, który obecnie jest pełniącym obowiązki dowódcy jednego z patroli. Saperem jest od siedmiu lat i jak przyznaje, do tej pracy trzeba posiadać pewne cechy charakteru.

- Uważam, że przede wszystkim trzeba posiadać umiejętność radzenia sobie ze stresem, bo nie ukrywajmy - tego w naszej pracy nie brakuje. Ponadto należy być zdyscyplinowanym i potrafić pracować w grupie.- mówi sierżant Tupadło.

Każdy ma inny sposób na radzenie sobie ze stresem. Jedni żołnierze grają w piłkę i uprawiają różnego rodzaju sporty, inni - tak jak sierżant, chodzą na siłownie, ćwiczą i podnoszą ciężary, aby rozładować stres towarzyszący im w pracy.

- Ale najbardziej w walce ze stresem pomaga mi rodzina i najbliżsi. Głowa odpoczywa, gdy wiem, że w domu czeka na mnie żona Agnieszka i nasze córeczki Oliwia i Zofia - mówi saper.

Saperzy ciągle szkolą się w nowych metodach rozminowania. Często informacje na temat niektórych niewybuchów wyszukują sami. Dla nich rozwijanie się to bardzo ważna sprawa. Od wiedzy na temat podejmowanych ładunków zależy przecież ich życie. Jak mówią, w tej pracy nie ma miejsca na rutynę, bo rutyna zabija.

Jednak, mimo doświadczenia i wiedzy, ryzyka nie da się wyeliminować w stu procentach. Nie można zapominać, że podczas pracy, życie sapera jest zawsze postawione na szali. Niestety, przekonaliśmy się o tym w październiku, gdy w Kuźni Raciborskiej zginęli saperzy z 6. Batalionu Powietrznodesantowego z Gliwic. Nie ma co się dziwić, że ich śmierć poruszyła kolegów po fachu.

- To byli ludzie z ogromnym doświadczeniem i wiedzą, a stało się to, co się stało. Dlatego właśnie saper nigdy nie lekceważy podejmowanych niewybuchów. Do każdego przedmiotu podchodzimy z pełnym skupieniem. Zawsze trzeba rozplanować działania na trzy kroki do przodu, bo dbamy o bezpieczeństwo swoje i innych - opowiada pan sierżant.

Jak dodaje nasz rozmówca, choć rodzina przyzwyczaiła się już do jego pracy, to wciąż martwią się o niego podczas wyjazdów.

- Nie panikują, ale niepokój zawsze zostaje. Gdy dzwonię do domu i mówię, że spóźnię się na obiad, lub w ferworze pracy nie mam czasu na telefon, to żona zaniepokojona dzwoni i dopytuje o to, co robimy i jak bardzo jest to niebezpieczne. Zawsze jednak zachowuje spokój. Na szczęście nie wpływa to negatywnie na naszą rodzinę. Wiemy, że praca sapera jest niebezpieczna, ale jeśli wykonujemy ją najlepiej jak potrafimy, zwracając szczególna uwagę na bezpieczeństwo w trakcie wykonywania zadania, to ryzyko się minimalizuje - dodaje.

Akcja, która najbardziej zapadła mu w pamięć to podejmowanie 250-kilogramowej bomby na alei Wolności. To była jedna z pierwszych akcji, w której sierżant dowodził. Była to największa ewakuacja na terenie Głogowa.

- Na szczęście wszystko szczęśliwie się wtedy skończyło. Niemniej jednak ona zapadła mi w pamięć najbardziej. To dało mi spore doświadczenie - zaznacza.

Największa bomba, przy której podejmowaniu pracował miała 500 kilogramów. Bardzo niebezpieczne są jednak niewielkie granaty moździerzowe, które mają bardzo duże ryzyko wybuchem. Ale takie rzeczy zwykle detonowane są na miejscu.

Zobacz również

Wielka ewakuacja w Głogowie. Saperzy już wyciągnęli bombę [A...

Żłobki tylko dla szczepionych

Wideo

Materiał oryginalny: Saperzy codziennie ryzykują dla nas życie. Jak wygląda ich praca? - Głogów Nasze Miasto

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3