Statystyki dotyczące zakażeń są niewiarygodne? Tak twierdzi ekspert. "Liczba zgonów jest bardzo duża, a służba zdrowia padła na kolana"

Nicole Młodziejewska
Nicole Młodziejewska

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
- Jestem przekonany, że ministerstwo, podobnie jak już my wszyscy, wie, że dane statystyczne o liczbie zachorowań są kompletnie niewiarygodne - twierdzi dr Tomasz Ozorowski, mikrobiolog i konsultant wojewódzki, pracujący w sekcji ds. zakażeń szpitalnych i były przewodniczący Stowarzyszenia Epidemiologii Szpitalnej. Jego zdaniem rosnąca liczba zgonów świadczy o tym, że wciąż nie radzimy sobie z pandemią koronawirusa. Co więcej, zły stan służby zdrowia nie ułatwia walki z epidemią.

Jeszcze parę tygodni temu mówiono, że Narodowa Kwarantanna zostanie wprowadzona, gdy średnia liczba zachorowań w ciągu tygodnia osiągnie 27 tys. Jednakże statystyki dotyczące nowych zakażeń bardziej spadały, niż rosły.

Mimo to, Narodowa Kwarantanna zostanie wprowadzona już 28 grudnia. Zdaniem dr. Tomasza Ozorowskiego, takie postepowanie rządu prowadzi do utraty wiarygodności.

- Myślę, że jest to przejaw najbardziej dla mnie niebezpiecznej tendencji rządu. Jestem przekonany, że ministerstwo, podobnie jak już my wszyscy, wie, że dane statystyczne o liczbie zachorowań są kompletnie niewiarygodne

- twierdzi dr Tomasz Ozorowski.

Jego zdaniem, wynika to z faktu, że Polska jest krajem z najmniejszą liczbą badań w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. Jak zaznacza epidemiolog, w kwestii statystyk dotyczących pandemii koronawirusa w kraju można posługiwać się dwoma parametrami.

- Jednym z nich jest odsetek wyników dodatnich. Jeżeli jest on najwyższy z krajów Unii Europejskiej, przekraczający aktualnie 30 proc., a niekiedy dochodzący do nawet 40 czy 50 proc., to wiemy, że w ogóle nie kontrolujemy sytuacji, a diagnozujemy jedynie wierzchołek góry lodowej

- wylicza mikrobiolog.

I dodaje: - WHO podaje, że jeżeli ten odsetek jest wyższy niż 5 proc., to te dane nie odzwierciedlają rzeczywistości. Dlatego bardziej powinniśmy patrzeć na liczbę zgonów, która z kolei jest bardzo wysoka.

Zdaniem dr. Ozorowskiego, decyzje rządu podejmowane są na podstawie sytuacji i stanu służby zdrowia.

- Służba zdrowia padła na kolana. I nie mówię tu o liczbie zgonów COVID-owych, ale po prostu stanęła też normalna medycyna. Dane Europejskiego Urzędu Statystycznego jeszcze do niedawna mówiły o 100 proc. wzroście zgonów w porównaniu do analogicznego okresu w zeszłym roku. I to można wytłumaczyć nie tyle zgonami COVID-owymi, bo ich nie jest aż tak dużo, co tym, że ludzie nie mają dostępu do normalnej medycyny

- podkreśla epidemiolog.

Jak tłumaczy dr Ozorowski, większość dotychczasowych działań w służbie zdrowia została zastąpiona pracą na rzecz walki z pandemią koronawirusa.

- Padł transport medyczny, bo ogromna jego część musi przejąć pacjentów COVID-owych, w związku z czym karetki na czas nie dojeżdżają do pacjentów z zawałami, udarami. Ograniczone zostały specjalistyczne zabiegi ratujące życie, bo specjaliści np. neurochirurdzy, kardiochirurdzy zamiast wykonywać skomplikowane zabiegi zajmują się leczenie pacjentów z COVID-owym zapaleniem płuc - wymienia dr Tomasz Ozorowski.

- Łózka oddziałów intensywnej terapii zabezpieczające pacjentów po ciężkich zabiegach są w dużej mierze zajmowane przewlekle przez pacjentów z COVID-19. Co więcej, co chwile słyszymy o zamykaniu poszczególnych oddziałów, bo personel choruje, są epidemie w szpitalach. Ponieważ nie przygotowaliśmy służby zdrowia i nie wdrożyliśmy masowego testowania, to aby przeżyć epidemię, musimy częściej niż inne kraje sięgać po działania, które ograniczają transmisję SARS-CoV-2, ale niszczą nasze życie społeczne

- dodaje.

Niska wiarygodność statystyk dotyczących zakażeń w kraju może wynikać także z faktu, że coraz mniej osób jest chętnych do oficjalnego testowania się. Jak twierdzi epidemiolog, wynika to z kilku powodów.

- Na pewno przestajemy mieć gotowość do poddawania się oficjalnemu testowaniu. I prawdopodobnie będziemy mieć coraz większą tendencję do tego, żeby poddawać się diagnostyce nieoficjalnej w miarę dostępności testów antygenowych. Nie chcemy się oficjalnie diagnozować ze względu na obawy o izolację i rodzinną kwarantannę

- mówi dr Ozorowski.

I dodaje: - Skoro też padł oficjalny komunikat, mówiący o tym, że gospodarka zostanie uruchomiona, jeżeli zachorowań będzie mniej, to automatycznie społeczeństwo chce dojść do tego momentu i przestaje się testować. Ale to jest bardzo złudne, bo my się mniej badamy, ale widzimy, że cały czas mamy olbrzymi problem z koronawirusem przez pryzmat tego, co dzieje się w szpitalach.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie