Sylwester Chęciński, reżyser "Samych swoich", kończy dzisiaj 90 lat!

Robert Migdał
Paweł Relikowski
Sylwester Chęciński. Ikona kina. To on jest ojcem kultowej trylogii o Kargulach i Pawlakach, kasowego „Wielkiego Szu”, czy komedii „Rozmowy kontrolowane”. Mistrz kończy dzisiaj (21 maja) 90 lat.

21 maja, w dniu jego urodzin, miał być wielki tort, na nim 90 świeczek (takie małe Las Vegas na cieście), hucznie śpiewane dwieście lat (bo przecież 90-latkowi życzyć 100 lat byłoby nietaktem). Z planów wyszły nici.

- Wszystko przez tego koronawirusa. W domu siedzę, niestety. Słaby jestem przez ten brak ruchu, przez ten zakaz wychodzenia do ludzi. Taki czas... – opowiada reżyser „Samych swoich”. - A czego mi życzyć na 90. urodziny? Zdrowia. Tylko zdrowia – zaznacza Chęciński, który – mimo wszystko - nie traci poczucia humoru.
Gdy umawiam się z nim na telefoniczną rozmowę, mówi: „Niech pan rano zadzwoni, pogadamy”.
- Rano, czyli o której? Siódma? Ósma? - dopytuję.
- „No co pan, panie Robercie, po 12” – śmieje się do słuchawki…

- Oj, poczucie humoru Sylwester ma przeogromne – zapewnia satyryk Stanisław Szelc z kabaretu „Elita”, filar radiowego Studia 202. - Kiedyś szliśmy razem przez miasto i mówię mu, że moja córka dostała się na studia reżyserskie i że dumny jestem z tego. Na co Sylwester popatrzył na mnie, pokiwał głową i stwierdził: „Jak ty mogłeś dopuścić, żeby twoje dziecko takie nieszczęście spotkało…”.

- Wspaniały reżyser, obdarzony ogromnym poczuciem humoru człowiek.
Uwielbiam jego towarzystwo. Kiedy się spotykamy zawsze jest wesoło – mówi Stanisław Dzierniejko, dyrektor dwóch ogólnopolskich festiwali: Reżyserii Filmowej i Aktorstwa Filmowego.

Z Kresów na Ziemie Odzyskane

Chęciński. Rocznik 1930. Na świat przyszedł we wsi Susiec na Kresach Wschodnich. Po II wojnie światowej przeniósł się z rodzicami na Ziemie Odzyskane – najpierw do Dzierżoniowa (tu kończył liceum ogólnokształcące), a potem do Wrocławia (gdzie mieszka do dzisiaj). Studia reżyserskie skończył na łódzkiej filmówce (w ‘56 roku).
Po studiach przez kilka lat był asystentem reżysera i drugim reżyserem (m.in. u Andrzeja Wajdy – film „Lotna”, czy u Stanisława Lenartowicza – „Zimowy zmierzch”).

Od czasu jego filmowego debiutu („Historia żółtej ciżemki” z 1961 roku z z nastoletnim Markiem Kondratem w roli głównej) spadł na niego deszcz nagród: polskie Orły, gdyńskie Lwy, Złota kaczka, ale także nagroda festiwalu filmowym w Wenecji (właśnie za „Historię…”).
On jednak, mimo statuetek i zaszczytów, cały czas pozostaje bardzo skromnym człowiekiem, choć filmy, które stworzył przeszły do klasyki polskiego kina. Ba, dla wielu są już wręcz kultowe. Wystarczy wspomnieć komediowych „Samych swoich” , „Nie ma mocnych”, czy „Kochaj albo rzuć”, genialny kryminał „Tylko umarły odpowie” („Trudniej widza jest rozśmieszyć, niż wzbudzić w nim strach. Dlatego wziąłem się za reżyserię kryminału” – tłumaczy Chęciński), obyczajowo-społeczną „Agnieszkę’46”, prześmiewcze „Rozmowy kontrolowane”, czy gangsterskiego „Wielkiego Szu”.

- Stworzył „Samych swoich”, najlepszą komedię w historii polskiego kina. Za to mu chwała. Ale trzeba pamiętać, że jako reżyser jest genialny: każdy jego film jest wybitny. To rzadkość. A poza tym, mimo wielkich osiągnięć, to niezwykle skromny człowiek. Bardzo – dodaje Stanisław Szelc.

Nie należałem do tych reżyserskich błyskawic

Rzeczywiście. Sylwester Chęciński, w każdej rozmowie, umniejsza swoje filmowe zasługi. I kręci nosem, że filmów zrobił niewiele…
- Mało ich zrobiłem, bo się bałem, że będę miał nieciekawe scenariusze i że przez to będą to nieciekawe filmy. Nie należałem do tych reżyserskich błyskawic, co to robili rocznie dwa lub trzy filmy, a rozglądali się za czwartym. Ja byłem filmowym guzdrałą: musiałem scenariusz przetrawić, zrobić dokumentację, poznać środowisko – to mi wiele czasu pochłaniało. Musiałem doczytać coś więcej niż to, co niósł scenariusz. Niekiedy przygotowanie filmu zajmowało mi wiele miesięcy, niekiedy lat – opowiada.

Przez ostatnie lata filmowo milczał (ostatni pełnometrażowy jego film to „Przybyli ułani” z 2005 roku). Choć, jak przyznaje, chciałby jeszcze stanąć za kamerą...

– Bardzo bym chciał jeszcze nakręcić film, ale jestem już, niestety, wiekowym człowiekiem i chyba fizycznie nie zdołałbym zorganizować i skupić wokół siebie filmowej grupy rozbrykanych ludzi. Jednak gdybym dostał jakiś tekst, scenariusz, który by mnie porwał, to pewnie bym się zmusił... Może wziąłbym jakiegoś młodego człowieka, który by mi przy tym filmie pomógł… - snuje plany.

Na „Samych swoich” nie ma mocnych...

Uwielbia spotkania z publicznością, na które zawsze przychodzą tłumy. Ludzie uwielbiają jego filmy. - Ale o czym bym nie mówił, opowiadał, to zawsze rozmowa schodzi na... „Samych swoich”. Zawsze. Widzowie kochają tę komedię. Taki już mój los… - uśmiecha się Chęciński.

Ta opowieść o Pawlakach i Kargulach (genialna w swej prostocie historia: dwie zwaśnione rodziny trafiają z Kresów Wschodnich na Ziemie Odzyskane) miała swoją premierę 15 września 1967 roku.

A jak to z „Samymi swoimi” było? Zanim powstał film, było słuchowisko radiowe. Audycję (trwała niecałą godzinę) reżyserował Andrzej Łapicki, a Pawlaka grał Wojciech Siemion. O Kargulu tylko w niej się wspominało. Sylwester Chęciński zachwycił się opowieścią, którą usłyszał w radiu. Uwielbiał wiejskie tematy, zaczytywał się w pamiętnikach osadników. Postanowił przenieść ją na ekran. Poszedł do zespołu filmowego, w którym kręcił filmy, a w drzwiach złapał go szef, wręczając mu do przeczytania tekst... "Samych swoich". Zrządzenie losu? Szczęście?
Zaczął kręcić. Niby wszystko szło jak po maśle, ale...

- Film miał być komedią, rozrywką, ale w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę miał opowiadać o dramacie, o przewiezieniu kilku milionów ludzi kilkaset kilometrów na zachód, o wielkiej zmianie mentalnej, jaka się z tym wiązała. Zaczął się wahać. Poza tym w latach 60. tzw. kino wiejskie było traktowane niepoważnie. Podśmiewano się z obrazów wychwalających wieś, elektryfikację, a na dodatek znajomi straszyli mnie, że nikt na film o wsi do kina nie pójdzie – wspomina.

Jednak Chęciński się zawziął, przełamał obawy i zaczął robić swoje, choć cały czas miał obawy, czy "Sami swoi" rozśmieszą. Czy będą bawić. W czasie pokazu w Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu z przejęcia nawet wyszedł z sali. Chodził nerwowo po korytarzu, a jego obawy szybko zostały rozwiane: zza drzwi słyszał śmiech. Wszedł na salę dopiero wtedy, gdy usłyszał brawa na koniec.

Z wyrachowania...

Film odniósł wielki sukces. Do kin ludzie walili drzwiami i oknami. Biletów brakowało. Jednak o mały włos nigdy nie powstałyby kolejne części przygód Karguli i Pawlaków: "Nie ma mocnych" i "Kochaj albo rzuć". Sylwester Chęciński chciał, żeby wszystkie kolejne filmy, które wyjdą spod jego ręki, były jeszcze lepsze. Bał się porażki i dlatego nie zgadzał się, żeby robić drugą część Pawlaków i Karguli.

W końcu się jednak przełamał. Ba, zrobił nie tylko drugą, ale i od razu trzecią część. Jak to się stało?
Otóż w międzyczasie kręcił serial "Droga" z Wiesławem Gołasem w roli głównej. Jeden z odcinków się nie podobał, a w gazetach na nowo wróciła dyskusja: "Dlaczego Chęciński nie chcę kręcić dalszych losów Pawlaka i Kargula". Zarzucano mu, że marnuje świetny temat. Powoli zaczął wierzyć, że druga część może być dobra. Zrobił "Nie ma mocnych", ale od razu postawił warunek: "Proszę bardzo. Zrobię nie tylko tę drugą część, ale i trzecią: w trzeciej Pawlaki jadą do Johna, do Stanów".

Po latach przyznał, że nie chodziło mu o to, że był taki... wrażliwy na film. Wyszło jego, jak sam mówił, wyrachowanie. Twierdził, że nie był reżyserem festiwalowym, zapraszanym za granicę. Dzięki filmom nie zwiedził odległych krajów, więc pomyślał, że zrobi trzecią część, ale w Stanach Zjednoczonych, bo w Ameryce nigdy nie był, a chciał pojechać i ją zobaczyć.

Choć filmów od kilku lat nie kręci, to bywa często gościem (sala na spotkania z nim zawsze pękają w szwach) i jurorem na filmowych festiwalach, a młodzi reżyserzy przysyłają mu swoje filmy, zanim pokażą je publiczności, żeby ocenił, powiedział czy są dobre, a jak nie – to co trzeba zmienić. Jest mistrzem. Mentorem.
- Niestety nie miałem tego szczęścia, żeby u niego zagrać, ale od wielu lat współpracujemy razem przy wielu okołofilmowych projektach: festiwalach filmowych, doradzał mi przy festiwalu dla scenarzystów Interscenario, który stworzyłem. Znamy się prywatnie, bo przecież obydwaj mieszkamy we Wrocławiu – mówi aktor Robert Gonera („Dług”, „Telefon 110”, „Korona królów”). - Ogromnie go cenię jako filmowca, jako reżysera. Jest dla mnie Andrzejem Wajdą Wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych – zapewnia i dodaje: - Stworzył filmy, które opowiadają o trudnych losach ludzi na zachodzie Polski po II wojnie światowej – Agnieszka’46, opowieść o Pawlakach i Kargulach...

Szczęście do ludzi...

Gdy Sylwester Chęciński zaczyna się robić film, to zadaje sobie pytania: „z kim zaczynam ten film robić?”, a przede wszystkim: „kto w nim gra?”.

- Bo już jakiś tam scenariusz mam na początku, scenopis jest. Ale to, jak aktorzy zagrają, jak coś zrobić, żeby byli wiarygodni, to dopiero reżysera czeka. To jest rzecz stale budząca emocje, stan pewnego podgorączkowania u mnie. Muszę powiedzieć po latach, że miałem szczęście do ludzi, z którymi filmy robiłem – opowiada Chęciński.
Współpracował z największymi: Beata Tyszkiewicz, Marek Kondrat, Gustaw Holoubek, Bronisław Pawlik, Bogumił Kobieta, Leon Niemczyk, Witold Pyrkosz, Zdzisław Maklakiewicz, Władysław Hańcza, Wacław Kowalski, Anna Dymna, Magdalena Zawadzka, Edward Lubaszenko, Andrzej Seweryn, Jan Englert, Jan Nowicki, Grażyna Szapołowska, Zbigniew Zamachowski, Kinga Preis…

Długo by jeszcze wymieniać, kogo Chęciński reżyserował. Czy jeszcze stanie za kamerą? Z okazji jego urodzin powinniśmy tego właśnie sobie życzyć...

Przed nami rekordowa waloryzacja emerytur

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3